Wysoka i Radziejowa - dwa szczyty w jeden dzień i piękne widoki po drodze

Wysoka i Radziejowa - dwa szczyty w jeden dzień i piękne widoki po drodze


Opisując nasze wejście na Wysoką oraz Radziejową stwierdziłam, że droga ta zasługuje na osobną notkę. Głównie ze względu na przepiękne widoki. Dodatkowo zdobycie dwóch szczytów w jeden dzień to dość porządny, zajmujący cały dzień, spacer.
Spodobało nam się to miejsce i będziemy chcieli tam wrócić. Myślę, że właśnie o to chodziło twórcom KGP – nie tylko o odciążenie Tatr, ale też o promocję regionów, bo wracając, nie wrócimy już na żaden ze szczytów KGP – będziemy chcieli zdobyć inne (na pewno Trzy Korony, które ze względu na moje kolano sobie odpuściliśmy), albo, co nawet wydaje się bardzie prawdopodobne, wybrać najlepsze pod względem widoków trasy.



Wodospad Niagara

Wodospad Niagara

Gdzieś tam w głowie kołatało mi się, że Niagara to największy, najdłuższy, no po prostu, jakiś "naj" wodospad na świecie. Niestety, jak się okazuje, Niagara nie jest nawet największym wodospadem w Ameryce Północnej. I mimo, że jednak nie posiada przedrostka "naj" to i tak zrobił na mnie ogromne wrażenie. Przede wszystkim tym, co ujmuje mnie w wodospadach, czyli swoją siłą.


NIAGARA FAKTY

Na początek kilka faktów. Niagara to tak naprawdę 2 wodospady: jeden Horeshoe (Końska Podkowa) po stronie kanadyjskiej oraz drugi, leżący po stronie amerykańskiej. Wodospad amerykański tworzą dwie kaskady: American Falls (Wodospad Amerykański) i Bridal Veil Falls (Ślubny Welon), oddzielone od siebie Luna Island (Wyspą Księżycową). Pomiędzy wodospadami amerykańskimi i kanadyjskim znajduje się Goat Island (Kozia Wyspa). Przeciwlegle brzegi rzeki oraz kraje łączy tęczowy most.

Z lewej: wodospad amerykański, z prawej w oddali: wodospad kanadyjski.
Niagara to również nazwa rzeki wyznaczającej naturalną granicę pomiędzy Stanami i Kanadą (granica przebiega środkiem rzeki). Na terenach wokół Niagary znajdują się liczne winiarnie oraz uprawy winorośli. To właśnie z tutejszych krzewów zbiera się zmrożone winogrona do produkcji Ice Wine.

Ponoć przy rekordowych mrozach wodospad zamarza, tworząc przepiękne lodowe formacje.


JAK DOJECHAĆ DO NIAGARA FALLS Z TORONTO?

My pojechaliśmy nad Niagarę Megabusem (autobus może się też nazywać Canada Bus), bilety kosztowały 37 CAD w dwie strony (cena z podatkiem), a rezerwowaliśmy je online. Wyjazd jest z głównego terminala autobusowego w Toronto. Nasz autobus odjeżdżał z terminala nr 3, ale nie wiem, czy to jest typowy przystanek, warto więc dopytać osobę z informacji, skąd będzie odjeżdżał nasz autobus.

=> W środku terminala, zaraz obok krzeseł poczekalni znajdują się mapki oraz multum darmowych broszur informacyjnych - ogólnie na temat Toronto i całego regionu Ontario.

Jak dojść z przystanku autobusowego nad sam wodospad? Nic prostszego, trzeba kierować się na prawo od "dworca" i iść cały czas prosto.

Wstęp nad wodospad jest bezpłatny.


MIASTECZKO NIAGARA FALLS

Tak naprawdę są dwa miasteczka Niagara Falls, jedno po stronie kanadyjskiej, a drugie po stronie USA. Kiedy dojedziemy do zabudowań miejskich, można się zdziwić. Pomyśleć można, że człowiek się zgubił, albo że wsiadł nie do tego autobusu co trzeba. Miasteczko wygląda jak Las Vegas, albo tani park rozrywki, ma też w sobie co nieco z cyrku. Jest trochę tandetnie, a atrakcje powtarzają się (np. 4 zamki strachu). Jest nawet kasyno.

Tak wygląda cała ulica, która prowadzi nad wodospad.
Dla dzieci samo miasteczko to chyba większa radocha niż wodospady i być może o to właśnie w tym chodziło. "Atrakcje" ciągną się przez całą drogę do wodospadu, także trzeba po prostu podążać za szalonymi szyldami. Amerykańska storna nie wydaje się być tak rozbudowana turystycznie - przynajmniej nie widać wesołego miasteczka po drugiej stronie.



WODOSPADY NIAGARA

My odwiedziliśmy Niagarę zimową porą i to od strony kanadyjskiej, ponoć tej ładniejszej. Pierwszy wodospad, który zobaczymy, to ten amerykański. Oglądamy go z daleka, po drugiej stronie rzeki.

Wodospady amerykańskie.
Idąc dalej, wzdłuż brzegu rzeki, dojdziemy do wodospadu kanadyjskiego.


Tutaj możemy podejść na sam skraj wodospadu, aż do momentu załamania wody. Jest co oglądać. W takich momentach człowiek czuje potęgę natury i respekt przed jej siłą. Mimo że wodospad jest tak turystyczny i infrastruktura wokół niego jest bardzo rozwiniętą, to w dalszym ciągu same kaskady robią wrażenie. Spadająca woda uderza o powierzchnię rzeki tak mocno, że u stóp wodospadu pojawia się charakterystyczna "chmura" z kropelek wody.

Tęcza nad wodospadem.
Co takiego szczególnego jest w Niagarze?  Sama krawędź wodospadu - stojąc tam, widzi się masy wody spływającej w dół, widzi się ten nurt i siłę, z jaką przenoszona jest woda. Słyszy się szum spadającej wody. Robi to naprawdę ogromne wrażenie. Czuć potęgę natury, dla mnie uczucie podobne do wodospadu Sekumpul, gdzie siła strumienia spadającej wody była tak silna, że ciężko było podejść do samej kaskady.

Krawędź wodospadu - bliżej być już się nie da.
Wodospady warto oglądać po zmroku, ponieważ są podświetlane nocą, na różne kolory, co daje naprawdę ciekawy efekt.

Podświetlony wodospad nocą.
W każdy piątek o godzinie 21.00 jest pokaz sztucznych ogni - nad wodospadami "amerykańskimi". My wyczekiwaliśmy na niego prawie pół dnia, uciekając przed mrozem, ale udało się. Sam pokaz może nie jest szczególnie długi - trwa ok. 5 minut, ale jest dodatkową atrakcją, a w dodatku bezpłatną. I muszę przyznać, że pokaz sztucznych ogni nad wodospadem pozostaje na długo w pamięci.




Jeżeli przyjedziemy do Kanady w grudniu, to idąc wzdłuż wodospadu natkniemy się na świąteczne dekoracje - jest to jedna z dłuższych ścieżek z ozdobami świątecznymi - ma ok. 8 km i ciągnie się jeszcze daleko za wodospadami.



DODATKOWE ATRAKCJE NAD NIAGARĄ

Jak już wcześniej pisałam, wodospady możemy obserwować za darmo. Jeżeli jednak chcemy "być bliżej wodospadu" lub zapewnić sobie dodatkowe atrakcje (i nie myślę tu o "wesołym miasteczku") mamy dwie kuszące propozycje.

  • Pierwsza to Journey Behind the Falls, czyli wycieczka "za wodami wodospadu" kosztuje ona 20 CAD. Podążając tunelami wykutymi w skale można obejrzeć wodospad "z boku" na poziomie spadania wody oraz dojść do miejsca, gdzie faktycznie znajdujemy się za spadającą wodą.
  • Drugą możliwością jest wycieczka statkiem tak blisko spadającej wody, jak tylko się da. Przy okazji można też zmoknąć, ale turyści dostają peleryny przeciwdeszczowe. Cena takiej wycieczki to 26 CAD.


INFORMACJE PRAKTYCZNE:


=>Na wycieczkę spokojnie starczy pół dnia i lepsza jest popołudniowa pora, ponieważ warto zobaczyć podświetlone kaskady wieczorem.
 
=>W każdym piątek o godz 21.00 jest pokaz fajerwerków. 

=>Najlepsza pora na odwiedzenie wolnospadu, ze względu na pogodę, to ciepłe miesiące. 

=>Podróż z Toronto do Niagary autobusem zajmuje 2 h i kosztuje 37 CAD/os. (cena z podatkiem), my jechaliśmy firmą Megabus.

=>Journey Behind the Falls, czyli wycieczka "za wodami wodospadu" kosztuje 20 CAD. Wycieczka statkiem pod same kaskady 26 CAD.
 Hokej, NBA, baseball - Toronto na sportowo

Hokej, NBA, baseball - Toronto na sportowo


Mieszkańcy Toronto chyba bardzo lubią sport, ponieważ tłumnie biorą udział w wydarzeniach sportowych. W samym centrum miasta znajdują się trzy duże areny sportowe Coca-Cola Coliseum, Scotiabank Arena (niegdyś Ari Canada Center) oraz Rogers Center. Mało tego, lokalni, mają swoje drużyny, które jakieś tam sukcesy odnoszą, dlaczego więc by im nie kibicować? A kibiców jest sporo. I to z różnych przedziałów wiekowych: chodzą dopingować swoje drużyny całe rodziny, dziadki z wnukami i ich kolegami, młodzi, starsi, nawet rodzice z niemowlakami. Miejsce na randkę? Czemu nie mecz? A do kibicowania koniecznie mocne płuca i koszulka ulubionej drużyny.


KANADYJCZYCY I HOKEJ

Skoro hokej to kanadyjski sport narodowy, to nie wypadałoby nie zobaczyć meczu hokeja na żywo. Paweł znalazł na Grouponie bilety na mecz Toronto Marlies, za 17 CAD za osobę. Nie jest to pierwszoligowa drużyna. Kanadyjska liga to Toronto Maples, jednak naszą ciekawość zaspokoił inny zespół grający w lidze AHL. Świetne było to, że na mecz hokeja, faktycznie przychodzą całe rodziny. A dzieciaki już od najmłodszych lat kibicują wraz z rodzicami.


Co o samym hokeju mogę powiedzieć? Na pewno był to mój pierwszy mecz w życiu i raczej ostatni ;) Fanką tego sportu się nie stanę, ale miło było zobaczyć coś innego i przede wszystkim poczuć tę atmosferę. Działo się dużo. Co prawda wszystkich zasad nie znam, ale mogę stwierdzić, że hokej to dość brutalny sport. Uderzanie co chwilę z hukiem o bandę to nic nadzwyczajnego. Zawodnicy nieraz chcieli się pobić (co tylko wywoływało większe podcienienie u kibiców), szarpali się za koszulki, popychali. I to nie byle jak, ale tak z czystej złośliwości. Nieraz ktoś oddał, nieraz zapomniał gnając za krążkiem. Raz się połamał kij, a raz, mimo siatek i paneli ochronnych, krążek i tak poleciał w publiczność. Jeden zawodnik musiał zejść z... lodowiska, bo tak dostał w nos (mimo kasku), że nie był w stanie dalej grać. Także było co oglądać. Wszyscy zawodnicy to naprawdę dobrzy łyżwiarze. My kibicowaliśmy drużynie Toronto, ale niestety to właśnie oni przegrali mecz.

=> W Kanadzie znajduje się także Hockey Hall of Fame, muzeum poświęcone hokejowi i jego sławom, my nie skorzystaliśmy, ale ponoć jest naprawdę dobrze wyposażone. Jeśli ktoś jest fanem hokeja to dla niego jest to pozycja obowiązkowa.


WE THE NORTH CZYLI TORONTO RAPTORS

Główny powód tego wyjazdu i (tak napiszę to!) spełnienie marzenia męża czyli zobaczenie meczu NBA na żywo i jego ulubionego gracza Kawhi Leonarda. Mecz NBA bardziej mi się spodobał niż hokej, może dlatego, że coś się tam kiedyś grało w koszykówkę na w-fie. O wiele bardziej zaangażowaliśmy się też w kibicowanie. Zaszaleliśmy i mąż kupił koszulkę koszykarską Toronto Raptors nr 2, specjalnej biało-złotej serii, ja za to stałam się posiadaczką czarnej, zwykłej koszulki nike ze złotym napisem "We the North" (hasło drużyny). Tak przygotowalni mogliśmy iść kibicować. Ja zaangażowanym się też w kibicowanie z innego powodu - na meczu rozdawane są koszulki i chciałam jedną z nich zdobyć. Niestety, krzyczałam, machałam rękami, ale koszulki nie dostałam. Koszulki są wyrzucane specjalną maszyną z płyty boiska, po prostu rzucane przez cheerleaderki lub spuszczane z góry na małych spadochronach. Może i za słabo kibicowałam, ale obiektywnie trzeba stwierdzić, że nasza sekcja miała najmniej szans na zdobycie koszulki, mimo że widok na mecz był dobry. Siedzieliśmy na zaokrągleniu stadionu, od strony ławek zawodników. I siłą rzeczy, jak rzucali koszulki z boiska, to nie było jak bliżej podejść do naszego rzędu. Tak więc największą szansę na złapanie koszulek mają rzędy przy najdłuższych bokach boiska (ogólnie boki), a już szczególnie ten naprzeciwko ławek zawodników.


Poszliśmy na dwa mecze:
  • Toronto Raports vs. Denver Nuggets
Ten mecz, ze słabszą drużyną, przegraliśmy. Ciężko było odrobić straty z początku meczu, choć pod koniec była walka.*
  • Toronto Raports vs. Philadelphia 76ers
Był to mecz poświęcony 100-letniej rocznicy spuścizny Mandeli i na samym początku meczu został wyświetlony krótki filmu animowany w czarni i bieli, opowiadający jego historię.
Ten drugi mecz wygraliśmy, z mocniejszą drużyną. J.J. Redick rzucał dużo za trzy (i jest to jedyny gracz z przeciwnej drużyny, którego kojarzyłam), ale nasi dali im radę. Głównie dzięki Kawhi. Valančiūnas też miał dobry mecz, ale niestety połowę przesiedział na ławce, ponieważ załapał niebezpieczną ilość fauli już na początku meczu.


Z okazji wygranej, na drugi dzień mogliśmy skorzystać z promocji i dostać darmowy kawałek pizzy (jeśli drużyna wygra i zdobędzie 100pkt, to gratis jest 2 kawałek pizzy w sieciówce Pizza Pizza).

NBA to show i jeszcze raz show. Ludziom ma się podobać, ludzie mają wracać na widowisko. Sam początek meczu jest bardzo interesujący, intro drużyny, przedstawianie zawodników, hymn, pędzący napis po trybunach, ogień na koszu, petardy ;) W czasie przerw atrakcji też nie brakuje - koszulki, tancerki, zabawy z publicznością (tańcz jak na filmie), pokazywanie kibiców na trybunach w kamerze, nawet rozdawali darmowe przekąski.

Jeśli już o przekąskach mowa cen popcornu to 8/9 CAD (za bardzo duży popcorn), piwo w puszcze 10 CAD.

Teraz już tylko zostaje odkładać pieniądze na lepsze miejsca i w końcu dorwać koszulkę ;)

*wszelkie opisy wydarzeń sportowych poelcam czytać z przymrużeniem jednego oka i ze spojrzeniem drugiego osoby, która na żadnym z wyżej wymienionych sportów się nie zna.


BASEBALL

Jest jeszcze trzeci sport i trzeci stadion, a mianowicie chodzi o baseball i Rogers Center. Z trybun obiektu można kibicować Toronto Blue Jays. Dach stadionu jest odsłaniany i muszę przyznać, ze bardzo mnie ciekawi, jak wygląda miasto z perspektywy trybun, tym bardziej, że obiekt znajduje się zaraz obok CN Tower. A jak wygląda odsłonięta murawa z wieży? Czy widać zawodników? My się nie przekonaliśmy, ale jeżeli już gdzieś obejrzeć mecz baseballu, to czemu nie w tak ciekawej scenerii?
Toronto najlepsze punkty widokowe na miasto

Toronto najlepsze punkty widokowe na miasto

Przeglądając przed podróżą zdjęcia miasta, cały czas przewijał mi się przed oczami widok wieżowców nad taflą wody. Jadąc do Toronto wiedziałam, że to właśnie panorama miasta będzie jedną z największych jego atrakcji. W tym wpisie przybliżę, skąd najlepiej obserwować miasto i dlaczego właśnie w tych, a nie innych miejscach.

1. Ward's Island



Nie, pierwsze miejsce nie należy do CN Tower. Dlaczego? Ponieważ to właśnie z wysp mamy ten pocztówkowy obraz wieżowców i wieży nad jeziorem. Można by tam siedzieć i podziwiać krajobraz godzinami, są nawet ławki. Do tego przejażdżka promem z oddalającym się widokiem miasta. Nigdzie indziej nie znajdziemy tak dobrego widoku na miasto, jak z wyspy. Zresztą, co ja będę się tutaj rozpisywać, zobaczcie sami.



2. CN Tower


Jedna z najwyższych budowli na świecie, a na pewno najwyższa jeśli chodzi o Amerykę Północną. Już wjeżdżając na wieżę możemy oglądać miasto z innej perspektywy. Do widny warto wejść jako jedni z ostatnich, ponieważ będziemy mogli oglądać krajobraz w trakcie jazdy - przód, a także spód windy są przeszklone i dzięki temu można obserwować, jak z zawrotną prędkością oddala się od nas ziemia. Wjazd jest błyskawiczny, w międzyczasie pracownik opowie nam podstawowe informacje na temat budowli.


Wieża posiada 2 tarasy widokowe oraz restaurację, które mieszczą się w jej pierścieniu. Dolny taras widokowy to ogromne szklane okna przez które możemy podziwiać panoramę miasta. Według mnie najlepsza pora do odwiedzenia wieży to zachód słońca, mam wtedy widok za dnia, z zachodem słońca oraz nocą. Warto przyjść tu trochę wcześniej, ponieważ najlepsze miejsca przy oknach mogą być już zajęte - ludzie po prostu siedzą przy szybach i patrzą na znikające za horyzontem słońce.


Górny taras znajduje się na zewnątrz, można tam zobaczyć więcej, bo jest widok na całe 360 stopni wokół wieży. Otoczony jest on siatką, dość gęstą, więc widok tutaj jest gorszy niż z okien na dole, mimo że da się zobaczyć więcej. Dodatkowo, na wyższym poziomie tarasu, wewnątrz, znajduje się przeszklona podłoga, gdzie faktycznie zderzamy się z wysokością i obserwujemy ulice z góry. Jest to też popularne miejsce wśród turystów do robienia sobie zdjęć.


Z wieży zobaczymy panoramę miasta z góry, centrum, wyspy oraz jezioro.

=>Bardziej szczegółowe informacje o CN Tower znajdziecie w ty poście: Atrakcje Toronto CityPass


3. Nocleg w wieżowcu

Jednym z moich najmilszych wspomnień z Toronto będzie moment zasypiania i budzenia się. Przed pójściem spać, mimo że padałam po całym dniu chodzenia, jeszcze przez chwilę wpatrywałam się w widok za oknem. Widok ciemnego, ale wciąż żyjącego miasta, pełnego przeróżnych światełek. Po przebudzeniu - to samo - spojrzenie przez okno i dobudzam się razem z budzącym się do życia miastem. Gdyby było trochę cieplej, to z pewnością siadalibyśmy wieczorami na balkonie, rozmawiali, jedli kolację lub po prostu napawali się widokami. Przeglądając oferty noclegów, warto poszukać miejsce do spania w którymś z wieżowców, nie tylko ze względu na sam widok, ale zazwyczaj te nowoczesne budynki są usytuowane w centrum, więc przy okazji można zaoszczędzić na biletach i czasie. Wiadomo, że za taką przyjemność trzeba zapłacić, ale jeśli ma się okazję lub możliwości, to naprawdę warto, ją rozważyć.


4. Casa Loma


Casa Loma, jak na zamek przystało, został wybudowany na wzniesieniu i mimo że górka nie jest imponujących rozmiarów, to zawsze mamy jeden poziom wyżej do obserwacji. Warto więc zwiedzić zamek dokładnie, a tym bardziej wejść na wieżę Normandzką, gdzie na jej szczycie można wyjść na zewnątrz. Na platformie znajdziemy lunetę widokową na monety. Miasto jest oddalone, więc centrum widzimy trochę z dystansu, natomiast nie ujmuje to wcale widoku. Dodatkowo, odległość sprawia, że z Casa Loma możemy zobaczyć najszerszą panoramę miasta z wszystkich wymienionych w tym wpisie puntów. My trafiliśmy na zachód słońca i powiem, że widok był naprawdę przepiękny.

=>Więcej o Casa Loma tutaj: Casa Loma


5. Lot widokowy samolotem nad miastem/ Niagarą.

Warto wiedzieć, że istnieje taka opcja. Na takiej wycieczce mamy kilka atrakcji w jednym: widok na miasto z zupełnie innej perspektywy oraz lot który jest już atrakcją samą w sobie. Najtańszą ofertę znalazłam z firmy FLYGTA na Grouponie. W ofercie Flygta znajdziemy 2 typy lotów: nad miastem i nad Niagarą. Warto odezwać się do firmy bezpośrednio, ponieważ Groupon nalicza jakieś marże, a biorąc lot bezpośrednio od Flygta może okazać się tańszy.
Po kontakcie z firmą ceny za przelot nad miastem klasowały się następująco:
  • private tour 119 CAD - lot prywatny,
  • special ofert: sunset tour 99 CAD - oferta specjalna,
  • standardowa cena za zwykły lot nad miastem to 99 CAD.
Minus tej opcji jest taki, że możemy nie polecieć, jeśli będzie brzydka pogoda. Może to nam pokrzyżować plany zwiedzania lub w najgorszym przypadku, nie znajdziemy dnia żeby polecieć.
My zrezygnowaliśmy z tej przyjemności, chociaż naprawdę chcieliśmy skorzystać z lotu.  Po pierwsze trochę przepłaciliśmy za nocleg i chcieliśmy zredukować koszty wycieczki. Weszliśmy też na CN Tower więc jakiś tam widok z góry na miasto mieliśmy. Trochę nam też zabrakło czasu. Jednak jeśli ktoś ma trochę oszczędności, to na pewno warto rozważyć możliwość zobaczenia miasta z lotu ptaka i zapewnić sobie niezapomniane wrażenia. O locie nad nad Niagarą już nawet nie wspomnę...

=>Link do strony firmy: Flygta
Casa Loma

Casa Loma

Nie sądziłam, że ten zamek aż tak mi się spodoba, że zasłuży na osobną notkę. I może faktycznie, jeśli do Casa Loma przyjedzie się kiedyś tam, w środku roku, to zamek można uznać za mały, niczym nie wyróżniający się od innych, bardziej okazałych, europejskich zamków. My jednak wybraliśmy się w grudniu, czyli przed świętami. Świąteczny marketing robi dużo, a ludzie zajmujący się Casa Loma opanowali go chyba do perfekcji. Chętnie też odwiedziłabym zamek, żeby zobaczyć, jak wygląda np. na Halloween - podejrzewam, że równie ciekawie :)


TROCHĘ HISTORII - RODZINA PELLATT

Casa Loma zamieszkiwała rodzina Pellatt. Sir Henry Pellatt i Lady Mary Pellatt. Sir Henry Pellatt był przemysłowcem, biznesmenem i finansistą. Inwestował w kopalnie, ubezpieczenia, ziemie, linie kolejowe oraz elektryczność. To on wprowadził elektryczność na ulice Toronto - jego firma doprowadzała światło do ulicznym latarni. To także u niego w zamku została zamontowana pierwsza w Toronto widna. Niestety właściciel w pewnym momencie zbankrutował. Generowanie energii zostało przekształcone w publiczny sektor. Nieudane interesy skutkowały narastaniem długów, a dobiły go olbrzymie podatki nałożone na jego ziemie. Aby pokryć długi, całe wyposażenie zamku zostało sprzedane drogą licytacji, a rodzina przeprowadziła się na swoją posiadłość na farmie. Zamek popadł w ruinę. Miał zostać zamieniony na hotel, przez pewien czas był też klubem nocnym. Potem obiekt wraz z jego długami przejęło miasto. Obecnie zamek jest oczywiście udostępniony do zwiedzania. Sale zamkowe są wynajmowane pod różne wydarzenia, śluby. W Casa Loma kręcone były także filmy, a najsłynniejszy z nich to X-men. W jednym z korytarzy na wyższych piętrach możemy zobaczyć galerię filmów, w jakich zamek był jedną z lokacji.


ZWIEDZANIE

Obiekt praktycznie w całości jest udostępniony turystom. Zamek możemy zwiedzać codziennie od 9:30 do 17.00, z czego ostatnie wejście jest o godzinie 16.30. Po Casa Loma chodzimy samodzielnie, dostajemy mapkę i przenośny przewodnik, który opisuje nam dzieje zamku oraz historię rodziny Pellatt, wyświetla też zdjęcia. Mimo, że zamek jest mały, to trochę do oglądania jest:

GŁÓWNY HOLL
na który miał widok Sir Henry prosto ze swojej sypialni, w nim znajdował się także kominek i służył za salę balową.

GABINET PANA PELLAT
z którego prowadzą dwa sekretne przejścia - jedno na górny poziom zamku, a drugie do piwnicy.

APARTAMENT PANI PELLAT, APARTAMENT PANA PELLAT
W tamtych czasach niczym dziwnym nie było posiadanie osobnych przestrzeni i spanie w osobnych sypialniach, przez małżeństwa. Każdy z apartamentów posiadał łazienkę. W łazience Sir Henry'ego zamontowany był prysznic, a u Lady Mary bidet, co było rzadkością, jak na tamte czasy. Sypialnia pani Pelatt był w spokojnych, błękitnych kolorach, oprócz tego miała "pokój gościnny" urządzony w kobiecym stylu, za to pan domu w swojej sypialni posiadał biurko, a także skórę tygrysa rozłożoną na dywanie, ściany oprawione mahoniem i orzechem, a w kominku znajdował się sekretny schowek na dokumenty.


ORANŻERIĘ
Przepiękne białe pomieszczenie, gdzie niegdyś były palmy, z podłogą z marmuru i kopułą zakończoną ozdobnym świetlikiem z kolorowym witrażem.


STAJNIE I POMIESZCZENIE Z POWOZAMI
Do stajni prowadzi długi tunel pod zamkiem, w powozowni dzisiaj znajduj się skromna wystawa aut z początku XX w. Tunel prowadził także do cieplarni, w której hodowane były rośliny.

WIEŻE
W Casa Loma są dwie wieże: szkocka i normandzka. Na normandzką można wyjść, żeby podziwiać panoramę Toronto. Zamek leży na górce, więc widok jest praktycznie na całe miasto.


W wieży szkockiej pozostawiono kilka sprzętów osobistych, ale także ślady obecności wandali na dowód, że zamek faktycznie był podupadły i niegdyś opuszczony.


Inne ciekawe pomieszczenia to: biblioteka, jadalnia, pokój Windsorów (pan Pellatt był pełen nadziei gościć kiedyś rodzinę królewską), teatr oraz basen (które przeszliśmy chyba nieświadomie, podejrzewam, że w tych pomieszczeniach były instalacje świątczne), pokój dziecięcy (syn państwa Pellatt - Reginalda), pokój okrągły - znajdujący się w jednej z wież.

Wiele mebli, w Casam Loma jest oryginalnych, wykupionych przez miasto, w dalszym ciągu także trwają zabiegi odtworzenia oryginalnego wyglądu pokoi.

ŚWIĄTECZNE DEKORACJE

Zamek był pięknie przyozdobiony na święta. W głównym holu stała choinka, a z sufitu oprócz flag zwisały bombki. Na ścianie wyświetlane były gwiazdki z rzutnika. W innych pomieszczeniach też stały mniejsze choinki, a gdzie tylko się dało były umieszczone dekoracje świąteczne (głównie wzdłuż poręczy czy ścian, przed wejściem do tunelu).
Sam tunel, prowadzący od zamku do stajni, który, ciągnie się dość długo, dla wielu mógłby się znudzić. Jednak, gdy na ścianach tańczą animowane pierniczki i elfy, gdy mijamy kilka większych pomieszczeń, w których mamy stylizacje świąteczne, tunele z łańcuchów, zawieszone gwiazdki, z głośników rozbrzmiewa świąteczna melodia, to droga nie dłuży się, ale mija przyjemnie, w świątecznej atmosferze.


W ogrodzie, na tyłach zamku także wystawiona była świąteczna instalacja. Tutaj pozostał trochę niedosyt, ponieważ dopiero, jak zaczęło się ściemniać zostały włączone światełka w ogrodzie, które bardzo chcieliśmy zobaczyć w pełnym blasku. Niestety, ogród był zamknięty, a zamek też już był zamykany. Nie wiem, jaki był sens włączania światełek, skoro godziny zwiedzania skończyły się, chyba że wieczorem w zamku odbywało się jakieś prywatne wydarzenie.


PRZEDSTAWIENIE I WYDARZENIA

Cała stylistyka zamku, to nie tylko motyw świąt, ale także dziadka do orzechów. Po zamku przemykają postacie baletnic i żołnierzyków. Oprócz tego w Casa Loma było przygotowanych jeszcze kilka atrakcji z okazji świąt m.in.: malowanie twarzy oraz zajęcia plastyczne dla dzieci, spotkanie i warsztaty z Mikołajem, kolędnicy oraz pokaz akrobatyki powietrznej. Specjalnie poczekaliśmy, aby obejrzeć ten ostatni. Artystka zwinnie tańczyła na szarfie, pokazując przeróżne figury w rytm spokojnej muzyki. W ciągu dnia były trzy takie pokazy.


=>Wchodząc na stronę zamku jest napisane, że organizowane też są atrakcje typu "Escape Room" w wieży.

Na koniec wspomnę, że świąteczny nastrój był wyważony, nienachalny i niekomercyjny. Spędziliśmy wewnątrz dużo czasu, a wychodziliśmy jako jedni z ostatnich, już na samo zamknięcie obiektu.

Casa Loma to świetny przykład na to, jak dobra oprawa, pomysł, wykorzystanie świątecznej atmosfery może zamienić całkiem niepozorny zameczek w naprawdę ciekawe miejsce. 
Copyright © 2016 Oczy zobaczyły , Blogger