Sniezka - Krolowa Karkonoszy

Sniezka - Krolowa Karkonoszy

Śnieżka, zwana ‘Królową Karkonoszy’ co roku przyciąga wielu turystów. Niestety królowa często bywa humorzasta i kapryśna, m.in. słynie z wietrznej pogody, jaką wita turystów na swoim szczycie. Osobiście lubię tą górę i myślę, że wejdziemy na nią jeszcze nie raz, wybierając inne podejścia, być może od strony czeskiej…

Śnieżka zawsze była popularnym szczytem. Trzeba też pamiętać, że to wzniesienie ma trochę metrów wysokości, więc dobre obuwie to podstawa, a na górze często bywa wietrznie i zimno, więc warto mieć ze sobą cieplejsze ubrania. Pamiętam, jak byłam mała i moi rodzice cofnęli się w drodze na Śnieżkę, bo w wyższych partiach leżał śnieg.

To nie jest nasz pierwszy raz kiedy zdobyliśmy Śnieżkę. Jest to jednak nasze oficjalne wejście na najwyższy szczyt Karkonoszy od czasu, kiedy zdecydowaliśmy się na zdobycie KGP.  Pierwszy raz wspięliśmy się na górę w zeszłym roku, też w lato.Wcześniej szliśmy szlakiem czerwonym i wracaliśmy czarnym, więc mniej więcej wiedzieliśmy, czego możemy się spodziewać. W tym roku, wybraliśmy trochę inną trasę. 


POCZĄTEK TRASY- SZLAK ZIELONY I ŻÓŁTY

Można powiedzieć, że właściwą trasę na Śnieżkę zaczęliśmy szlakiem zielonym, tuż obok Centrum Informacyjnego Karkonoskiego Parku Narodowego. Okolica jest naprawdę ładna i zadbana, i to nie tylko ze względu Ogród ziół i krzaków Karkonoskich.  Potem szliśmy szlakiem żółtym, który nie jest bardzo wymagający, gdyż pod górę prowadzą nas kamienne schody. 


WEJŚCIE NA ŚNIEŻKĘ - SZLAK CZERWONY

Na górę weszliśmy szlakiem czerwonym, jest to jedna (wraz z czarnym) z szybszych dróg prowadzących na Śnieżkę i zajmuje ok. 3,5 godziny drogi.


SCHRONISKO NAD ŁOMNICZKĄ

Schronisko znajduje się u stóp Kotła Łomniczki. Był to myśliwski szałas, który na początku XX w. został przekształcony w schronisko. Niestety, oryginalny budynek został zniszczony przez lawinę i wybudowany nowy.

To miejsce jest znane wśród turystów, jako punkt odpoczynku i dzięki drewnianym ławom, jako punkt na posilenie się. Dla nas jest to punkt „na kanapkę”. Jeżeli ktoś ma ochotę, to także na jakieś jedzenie zamówione w schronisku. Obok schroniska postawiono w tym roku „busa” z kiełbasami i frytkami.


KOCIOŁ ŁOMNICZKI

Kocioł Łomniczki jest najbardziej malowniczym miejscem na czerwonym szlaku. Ten przedostatni fragment trasy może być troszkę wymagający kondycyjnie dla „niedzielnych górołazów”, więc w sumie człowiek już sam nie wie, czy się zatrzymuje dla złapania oddechu, czy dla widoków za plecami. Czy może i dla jednego i dla drugiego. A jest na co patrzeć.

Kocioł ten jest najgłębszym polodowcowym kotłem w Karkonoszach, a usytuowany jest pomiędzy Równia i Śnieżką. Po zachodniej stornie niecki spływają kaskady wodospadu Łomniczki. Obszar ten podlega ścisłej ochronie. W zimie ta trasa jest zamknięta ze względu na zagrożenie lawinowe.

SYMBOLICZNY CMENTARZ OFIAR GÓR

Znajduje się praktycznie na samym końcu fragmentu szlaku biegnącego przez Kocioł Łomniczki. Jest to dość ciekawe miejsce i skłania do zadumy, a może przewartościowania swoich sił, szczególnie zimą. Większość nieszczęśników, którzy stracili tam życie, zostali zaskoczeni lawiną – nic dziwnego wzdłuż szlaków na Śnieżkę jest klika kotłów, w których o lawinę nietrudno. Inne imiona i nazwiska znajdujące się na tablicach są upamiętnieniem osób zasłużonych w rozwój turystyki w Karkonoszach. W miejscu tym postawiono także 2,5-metrowy krzyż.


SCHRONISKO DOM ŚLĄSKI

Schronisko Dom Śląski znajduje się na Równi pod Śnieżką. W części budynku przez wiele lat funkcjonowała straż graniczna. Równia, której powierzchnia wynosi 9 km2 jest porośnięta głównie torfem i kosodrzewiną. To tutaj łączą się szlaki: czerwony, czarny i niebieski. Jest to ostatni przystanek przed dotarciem na szczyt góry.
Teraz czeka piechurów ostatni kawałek drogi. Można to zrobić szybszą, ale bardziej stromą trasą z łańcuchami lub wejść dłuższą, wygodniejsza drogą wokół szczytu. My już dwukrotnie wybraliśmy wejście ścieżką z łańcuchami, a zejście, łagodniejsze, naokoło. Jest to podyktowane głównie wygodą – droga wokół wierzchołka jest o wiele szersza i nie trzeba się wymijać.

ŚNIEŻKA – SZCZYT

Powtórzę się, ale na Śnieżce jest wietrzenie, z czego góra słynie. Po dotarciu na szczyt, oczywiście obfociliśmy się, obeszliśmy punkty widokowe, ja łapałam na zdjęciach pędzącą mgłę. Potem schroniliśmy się w jedynym miejscu gdzie nie wiało, czyli zaraz przy wejściu do restauracji, za murkiem. Tam wypiliśmy ciepłą herbatę i tak przygotowani rozpoczęliśmy zejście w dół.
Na szczycie znajduje się kaplica pod wezwaniem Św. Wawrzyńca – patrona przewodników górskich. Co roku, w dzień patrona odbywa się w niej msza. Kaplica ta pochodzi z XVII-tego w. i przez pewien czas pełniła funkcję schroniska.
Specyficznym obiektem na Śnieżce jest budynek przypominający latające spodki – jest to stacja Obserwatorium Meteorologicznego, jedna z dwóch takich stacji wysokogórskich w Polsce. Część budynku zajmuje także, nieczynna restauracja.
Ogólnie te konstrukcje na Śnieżce są dość oryginalne i nie można im odmówić …eeee… pomysłowości. Widać Czesi chcieli przebić spodki, bo rozebrali drewniany budynek schroniska i na jego miejsce postawiali „metalowe pudło" z pocztą w środku. Za to nie można odmówić faktu, że jest to najwyżej położony urząd pocztowy w Czechach. W środku można kupić widokówki, pamiątki, herbatę. Jest też taras widokowy oraz automatyczna stacja metrologiczna.

Zabawnym faktem jest, że z wierzchołka Śnieżki wyraźnie widać hotel Gołębiewski – i mimo, że jestem przeciwna takim molochom w około górskich miejscowościach, to aż nie sposób się nie uśmiechnąć, na myśl, że budynek swoim rozmiarem, jest najlepszą reklamę z możliwych.


ŚNIEŻKA INFORMACJE

Śnieżka ma 1602 m.n.p.m., co czyni ją najwyższym szczytem Karkonoszy. Zbudowana jest głównie z hornflesów - skał metamorficznych oraz, od zachodniej strony swojej podstawy i grzbietu, z granitu.

Na Śnieżce panuje klimat podobny do tego za kołem podbiegunowym, dlatego na górze tej występuje roślinność alpejska. Specyficzny klimat ma także wpływ na pogodę: średnia roczna temperatura wynosi lekko ponad 0 stopni Celsjusza, mgła występuje tu ponad 300 dni w roku, pokrywa śnieżna potrafi czasami zalegać od października do maja, a porywiste wiatry mogą przekroczyć prędkość 25 m/s.

Na śnieżce można także zaobserwować rzadkie zjawiska metrologiczne, do których należą: ognie św Elma, widmo Brockenu, Glorię.


POWRÓT

Zamiast szlaku czarnego, tak jak zeszłym razem, wybraliśmy trasę powrotną o mniejszym nachyleniu, lecz, jak się okazało niekoniecznie szybszą. Zeszliśmy czarnym szlakiem pod Kopę (koło kolejki linowej "Zbyszek"), a następnie kierowaliśmy się żółtym oznakowaniem na Strzechę Akademicką, potem niebieskim szlakiem przeszliśmy obok Małego Stawu, a następnie kierowaliśmy się do świątyni Vang i miasta, mijając po drodze jeszcze jedną atrakcję - Domek Myśliwski.


SCHRONISKO STRZECHA AKADEMICKA

Schronisko to uważa się za najstarsze w Karkonoszach, a jego rodowód sięga budy pasterskiej. Służyło ono za schronienie wędrowcom już w pierwszej połowie XVII w. Ponoć pierwsi właściciele byli znani ze swojej nalewki z szyszek oraz witania i żegnania gości grą na rogu.

Dzięki księgom pamiątkowym wiadome jest, ze w schronisku gościł sam J. W. Goethe.

Po zmianach właścicieli i przebudowach, można powiedzieć, że z oryginalnej budy nie zostało nic, a obiekt, który istnieje dzisiaj został wzniesiony na początku XX w. Dzięki takim rozwiązaniom jak centralne ogrzewanie, elektryczne oświetlenie, pokoje z bieżącą wodą oraz łazienki był bardzo nowoczesny jak na swoje czasy. Atrakcją były także zjazdy torem saneczkowym (obecnym szklakiem żółtym) rogatymi saniami ze schroniska do Karpacza.

Po wojnie schronisko trafiło także w ręce studentów krakowskich uczelni i to od tych właścicieli zawdzięcza swoją dzisiejszą nazwę.

Schronisko to jest położone niedaleko od drugiego tego typu obiektu – Schroniska Samotnia nad Małym Stawem.


SCHRONISKO SAMOTNIA

W tym miejscu, od dawien dawna powstawały różne obiekty i na początku były to górskie budy zamieszkiwane przez pasterzy. W XIX wieku budę rozbudowano, dodając izby noclegowe. Pierwszy budynek został rozebrany, z powodu próchnienia drewna i tak, w innym miejscu, zostało wybudowane dzisiejsze schronisko.

Miejsce, w którym ulokowane jest Schronisko Samotnia jest, moją nieskromną opinią, chyba jednym z najładniejszych, jak nie najładniejszym miejscem w całych Karkonoszach – w kotle Małego Stawu.


KOCIOŁ MAŁEGO STAWU

Jego zbocza mają wysokość około 200 m i zbudowane są z granitu karkonoskiego oraz moren – pozostałości po zlodowaceniach. Na dnie kotła znajduje się jezioro polodowcowe - Mały Staw. Położony on jest na wysokości 1183 m n.p.m., a jego głębokość to ok. 7 metrów.

Jeziorko zaskoczyło nas swym kolorem, było ono ciemne, prawie czarne. Zarówno tym, jak i zeszłym razem niesamowity efekt stwarzały płynące po niebie chmury, tworząc „przechodzące” fale światła po zielonych zboczach kotła.


ŚWIĄTYNIA VANG

Na końcu trasy dochodzimy do chyba najbardziej znanej atrakcji w Karpaczu. Nazwa świątyni pochodzi od miejsca, w której oryginalnie kościół wybudowano - była to miejscowość Vang w Norwegii. Ten obiekt sakralny powstał na przełomie XII i XIII w. Natomiast w XIX w., kiedy kościół stał się za mały na potrzeby lokalnej ludności, postanowiono go sprzedać, żeby zdobyć fundusze na budowę nowej świątyni. Vang została rozebrany i początkowo miała ona trafić w okolice Berlina, jednak ostatecznie król Prus Fryderyk Wilhelm IV postanowił postawić ją w Karpaczu.
Budowla została odrestaurowana oraz postawiono kamienną dzwonnicę.

Świątynia Vang to najstarszy drewniany kościół  Polsce, do budowy którego użyto sosny norweskiej. Drewno to jest nasycone żywicą, przez co niezwykle trwałe. Elementy świątyni są połączone tylko i wyłącznie złączami ciesielskimi – do jej budowy nie użyto gwoździ.
Zewnętrzne ściany kościoła zdobią liczne płaskorzeźby, m.in. nad portalami drzwi smoki rozrywające symbol nieskończoności, które mają pokazywać odwieczną walkę dobra ze złem, na ramach drzwi wyrzeźbiono twarze wikingów, a w portalu północnym znajdują się znaki runiczne. Podejmowano różne próby tłumaczenia napisu, najprawdopodobniej jest to podpis samego rzeźbiarza (Eindridi – imię autora,  rzeźbienie, coś o palcach – co ma sugerować na rzeźbiarza – artystę, Olaf – najprawdopodobniej był on synem Olafa lub wybudował kościół na jego chwałę).


=>Po stornie czeskiej znajduje się kolejka gondolowa, która zatrzymuje się prawie pod szczytem.



Białe klify w Dover

Białe klify w Dover


Słynne Białe Klify były pierwszym miejscem, które chciałam zobaczyć w Anglii. Przepiękne skały nad brzegiem morza, które witają podróżnych i to one są pierwszym fragmentem angielskiej ziemi, widocznej już z promu. Dover to wspaniałe miejsce na spacer wśród natury, ale historia tego miejsca zapewnia także inne atrakcje takie jak: wraki, tunele, zamek, latarnię. Nie sposób tam się nudzić.

Wysoka i Radziejowa - dwa szczyty w jeden dzień i piękne widoki po drodze

Wysoka i Radziejowa - dwa szczyty w jeden dzień i piękne widoki po drodze


Opisując nasze wejście na Wysoką oraz Radziejową stwierdziłam, że droga ta zasługuje na osobną notkę. Głównie ze względu na przepiękne widoki. Dodatkowo zdobycie dwóch szczytów w jeden dzień to dość porządny, zajmujący cały dzień, spacer.
Spodobało nam się to miejsce i będziemy chcieli tam wrócić. Myślę, że właśnie o to chodziło twórcom KGP – nie tylko o odciążenie Tatr, ale też o promocję regionów, bo wracając, nie wrócimy już na żaden ze szczytów KGP – będziemy chcieli zdobyć inne (na pewno Trzy Korony, które ze względu na moje kolano sobie odpuściliśmy), albo, co nawet wydaje się bardzie prawdopodobne, wybrać najlepsze pod względem widoków trasy.



Wodospad Niagara

Wodospad Niagara

Gdzieś tam w głowie kołatało mi się, że Niagara to największy, najdłuższy, no po prostu, jakiś "naj" wodospad na świecie. Niestety, jak się okazuje, Niagara nie jest nawet największym wodospadem w Ameryce Północnej. I mimo, że jednak nie posiada przedrostka "naj" to i tak zrobił na mnie ogromne wrażenie. Przede wszystkim tym, co ujmuje mnie w wodospadach, czyli swoją siłą.


NIAGARA FAKTY

Na początek kilka faktów. Niagara to tak naprawdę 2 wodospady: jeden Horeshoe (Końska Podkowa) po stronie kanadyjskiej oraz drugi, leżący po stronie amerykańskiej. Wodospad amerykański tworzą dwie kaskady: American Falls (Wodospad Amerykański) i Bridal Veil Falls (Ślubny Welon), oddzielone od siebie Luna Island (Wyspą Księżycową). Pomiędzy wodospadami amerykańskimi i kanadyjskim znajduje się Goat Island (Kozia Wyspa). Przeciwlegle brzegi rzeki oraz kraje łączy tęczowy most.

Z lewej: wodospad amerykański, z prawej w oddali: wodospad kanadyjski.
Niagara to również nazwa rzeki wyznaczającej naturalną granicę pomiędzy Stanami i Kanadą (granica przebiega środkiem rzeki). Na terenach wokół Niagary znajdują się liczne winiarnie oraz uprawy winorośli. To właśnie z tutejszych krzewów zbiera się zmrożone winogrona do produkcji Ice Wine.

Ponoć przy rekordowych mrozach wodospad zamarza, tworząc przepiękne lodowe formacje.


JAK DOJECHAĆ DO NIAGARA FALLS Z TORONTO?

My pojechaliśmy nad Niagarę Megabusem (autobus może się też nazywać Canada Bus), bilety kosztowały 37 CAD w dwie strony (cena z podatkiem), a rezerwowaliśmy je online. Wyjazd jest z głównego terminala autobusowego w Toronto. Nasz autobus odjeżdżał z terminala nr 3, ale nie wiem, czy to jest typowy przystanek, warto więc dopytać osobę z informacji, skąd będzie odjeżdżał nasz autobus.

=> W środku terminala, zaraz obok krzeseł poczekalni znajdują się mapki oraz multum darmowych broszur informacyjnych - ogólnie na temat Toronto i całego regionu Ontario.

Jak dojść z przystanku autobusowego nad sam wodospad? Nic prostszego, trzeba kierować się na prawo od "dworca" i iść cały czas prosto.

Wstęp nad wodospad jest bezpłatny.


MIASTECZKO NIAGARA FALLS

Tak naprawdę są dwa miasteczka Niagara Falls, jedno po stronie kanadyjskiej, a drugie po stronie USA. Kiedy dojedziemy do zabudowań miejskich, można się zdziwić. Pomyśleć można, że człowiek się zgubił, albo że wsiadł nie do tego autobusu co trzeba. Miasteczko wygląda jak Las Vegas, albo tani park rozrywki, ma też w sobie co nieco z cyrku. Jest trochę tandetnie, a atrakcje powtarzają się (np. 4 zamki strachu). Jest nawet kasyno.

Tak wygląda cała ulica, która prowadzi nad wodospad.
Dla dzieci samo miasteczko to chyba większa radocha niż wodospady i być może o to właśnie w tym chodziło. "Atrakcje" ciągną się przez całą drogę do wodospadu, także trzeba po prostu podążać za szalonymi szyldami. Amerykańska storna nie wydaje się być tak rozbudowana turystycznie - przynajmniej nie widać wesołego miasteczka po drugiej stronie.



WODOSPADY NIAGARA

My odwiedziliśmy Niagarę zimową porą i to od strony kanadyjskiej, ponoć tej ładniejszej. Pierwszy wodospad, który zobaczymy, to ten amerykański. Oglądamy go z daleka, po drugiej stronie rzeki.

Wodospady amerykańskie.
Idąc dalej, wzdłuż brzegu rzeki, dojdziemy do wodospadu kanadyjskiego.


Tutaj możemy podejść na sam skraj wodospadu, aż do momentu załamania wody. Jest co oglądać. W takich momentach człowiek czuje potęgę natury i respekt przed jej siłą. Mimo że wodospad jest tak turystyczny i infrastruktura wokół niego jest bardzo rozwiniętą, to w dalszym ciągu same kaskady robią wrażenie. Spadająca woda uderza o powierzchnię rzeki tak mocno, że u stóp wodospadu pojawia się charakterystyczna "chmura" z kropelek wody.

Tęcza nad wodospadem.
Co takiego szczególnego jest w Niagarze?  Sama krawędź wodospadu - stojąc tam, widzi się masy wody spływającej w dół, widzi się ten nurt i siłę, z jaką przenoszona jest woda. Słyszy się szum spadającej wody. Robi to naprawdę ogromne wrażenie. Czuć potęgę natury, dla mnie uczucie podobne do wodospadu Sekumpul, gdzie siła strumienia spadającej wody była tak silna, że ciężko było podejść do samej kaskady.

Krawędź wodospadu - bliżej być już się nie da.
Wodospady warto oglądać po zmroku, ponieważ są podświetlane nocą, na różne kolory, co daje naprawdę ciekawy efekt.

Podświetlony wodospad nocą.
W każdy piątek o godzinie 21.00 jest pokaz sztucznych ogni - nad wodospadami "amerykańskimi". My wyczekiwaliśmy na niego prawie pół dnia, uciekając przed mrozem, ale udało się. Sam pokaz może nie jest szczególnie długi - trwa ok. 5 minut, ale jest dodatkową atrakcją, a w dodatku bezpłatną. I muszę przyznać, że pokaz sztucznych ogni nad wodospadem pozostaje na długo w pamięci.




Jeżeli przyjedziemy do Kanady w grudniu, to idąc wzdłuż wodospadu natkniemy się na świąteczne dekoracje - jest to jedna z dłuższych ścieżek z ozdobami świątecznymi - ma ok. 8 km i ciągnie się jeszcze daleko za wodospadami.



DODATKOWE ATRAKCJE NAD NIAGARĄ

Jak już wcześniej pisałam, wodospady możemy obserwować za darmo. Jeżeli jednak chcemy "być bliżej wodospadu" lub zapewnić sobie dodatkowe atrakcje (i nie myślę tu o "wesołym miasteczku") mamy dwie kuszące propozycje.

  • Pierwsza to Journey Behind the Falls, czyli wycieczka "za wodami wodospadu" kosztuje ona 20 CAD. Podążając tunelami wykutymi w skale można obejrzeć wodospad "z boku" na poziomie spadania wody oraz dojść do miejsca, gdzie faktycznie znajdujemy się za spadającą wodą.
  • Drugą możliwością jest wycieczka statkiem tak blisko spadającej wody, jak tylko się da. Przy okazji można też zmoknąć, ale turyści dostają peleryny przeciwdeszczowe. Cena takiej wycieczki to 26 CAD.


INFORMACJE PRAKTYCZNE:


=>Na wycieczkę spokojnie starczy pół dnia i lepsza jest popołudniowa pora, ponieważ warto zobaczyć podświetlone kaskady wieczorem.
 
=>W każdym piątek o godz 21.00 jest pokaz fajerwerków. 

=>Najlepsza pora na odwiedzenie wolnospadu, ze względu na pogodę, to ciepłe miesiące. 

=>Podróż z Toronto do Niagary autobusem zajmuje 2 h i kosztuje 37 CAD/os. (cena z podatkiem), my jechaliśmy firmą Megabus.

=>Journey Behind the Falls, czyli wycieczka "za wodami wodospadu" kosztuje 20 CAD. Wycieczka statkiem pod same kaskady 26 CAD.
Copyright © 2016 Oczy zobaczyły , Blogger