Wodospad Niagara

Wodospad Niagara

Gdzieś tam w głowie kołatało mi się, że Niagara to największy, najdłuższy, no po prostu, jakiś "naj" wodospad na świecie. Niestety, jak się okazuje, Niagara nie jest nawet największym wodospadem w Ameryce Północnej. I mimo, że jednak nie posiada przedrostka "naj" to i tak zrobił na mnie ogromne wrażenie. Przede wszystkim tym, co ujmuje mnie w wodospadach, czyli swoją siłą.


NIAGARA FAKTY

Na początek kilka faktów. Niagara to tak naprawdę 2 wodospady: jeden Horeshoe (Końska Podkowa) po stronie kanadyjskiej oraz drugi, leżący po stronie amerykańskiej. Wodospad amerykański tworzą dwie kaskady: American Falls (Wodospad Amerykański) i Bridal Veil Falls (Ślubny Welon), oddzielone od siebie Luna Island (Wyspą Księżycową). Pomiędzy wodospadami amerykańskimi i kanadyjskim znajduje się Goat Island (Kozia Wyspa). Przeciwlegle brzegi rzeki oraz kraje łączy tęczowy most.

Z lewej: wodospad amerykański, z prawej w oddali: wodospad kanadyjski.
Niagara to również nazwa rzeki wyznaczającej naturalną granicę pomiędzy Stanami i Kanadą (granica przebiega środkiem rzeki). Na terenach wokół Niagary znajdują się liczne winiarnie oraz uprawy winorośli. To właśnie z tutejszych krzewów zbiera się zmrożone winogrona do produkcji Ice Wine.

Ponoć przy rekordowych mrozach wodospad zamarza, tworząc przepiękne lodowe formacje.


JAK DOJECHAĆ DO NIAGARA FALLS Z TORONTO?

My pojechaliśmy nad Niagarę Megabusem (autobus może się też nazywać Canada Bus), bilety kosztowały 37 CAD w dwie strony (cena z podatkiem), a rezerwowaliśmy je online. Wyjazd jest z głównego terminala autobusowego w Toronto. Nasz autobus odjeżdżał z terminala nr 3, ale nie wiem, czy to jest typowy przystanek, warto więc dopytać osobę z informacji, skąd będzie odjeżdżał nasz autobus.

=> W środku terminala, zaraz obok krzeseł poczekalni znajdują się mapki oraz multum darmowych broszur informacyjnych - ogólnie na temat Toronto i całego regionu Ontario.

Jak dojść z przystanku autobusowego nad sam wodospad? Nic prostszego, trzeba kierować się na prawo od "dworca" i iść cały czas prosto.

Wstęp nad wodospad jest bezpłatny.


MIASTECZKO NIAGARA FALLS

Tak naprawdę są dwa miasteczka Niagara Falls, jedno po stronie kanadyjskiej, a drugie po stronie USA. Kiedy dojedziemy do zabudowań miejskich, można się zdziwić. Pomyśleć można, że człowiek się zgubił, albo że wsiadł nie do tego autobusu co trzeba. Miasteczko wygląda jak Las Vegas, albo tani park rozrywki, ma też w sobie co nieco z cyrku. Jest trochę tandetnie, a atrakcje powtarzają się (np. 4 zamki strachu). Jest nawet kasyno.

Tak wygląda cała ulica, która prowadzi nad wodospad.
Dla dzieci samo miasteczko to chyba większa radocha niż wodospady i być może o to właśnie w tym chodziło. "Atrakcje" ciągną się przez całą drogę do wodospadu, także trzeba po prostu podążać za szalonymi szyldami. Amerykańska storna nie wydaje się być tak rozbudowana turystycznie - przynajmniej nie widać wesołego miasteczka po drugiej stronie.



WODOSPADY NIAGARA

My odwiedziliśmy Niagarę zimową porą i to od strony kanadyjskiej, ponoć tej ładniejszej. Pierwszy wodospad, który zobaczymy, to ten amerykański. Oglądamy go z daleka, po drugiej stronie rzeki.

Wodospady amerykańskie.
Idąc dalej, wzdłuż brzegu rzeki, dojdziemy do wodospadu kanadyjskiego.


Tutaj możemy podejść na sam skraj wodospadu, aż do momentu załamania wody. Jest co oglądać. W takich momentach człowiek czuje potęgę natury i respekt przed jej siłą. Mimo że wodospad jest tak turystyczny i infrastruktura wokół niego jest bardzo rozwiniętą, to w dalszym ciągu same kaskady robią wrażenie. Spadająca woda uderza o powierzchnię rzeki tak mocno, że u stóp wodospadu pojawia się charakterystyczna "chmura" z kropelek wody.

Tęcza nad wodospadem.
Co takiego szczególnego jest w Niagarze?  Sama krawędź wodospadu - stojąc tam, widzi się masy wody spływającej w dół, widzi się ten nurt i siłę, z jaką przenoszona jest woda. Słyszy się szum spadającej wody. Robi to naprawdę ogromne wrażenie. Czuć potęgę natury, dla mnie uczucie podobne do wodospadu Sekumpul, gdzie siła strumienia spadającej wody była tak silna, że ciężko było podejść do samej kaskady.

Krawędź wodospadu - bliżej być już się nie da.
Wodospady warto oglądać po zmroku, ponieważ są podświetlane nocą, na różne kolory, co daje naprawdę ciekawy efekt.

Podświetlony wodospad nocą.
W każdy piątek o godzinie 21.00 jest pokaz sztucznych ogni - nad wodospadami "amerykańskimi". My wyczekiwaliśmy na niego prawie pół dnia, uciekając przed mrozem, ale udało się. Sam pokaz może nie jest szczególnie długi - trwa ok. 5 minut, ale jest dodatkową atrakcją, a w dodatku bezpłatną. I muszę przyznać, że pokaz sztucznych ogni nad wodospadem pozostaje na długo w pamięci.




Jeżeli przyjedziemy do Kanady w grudniu, to idąc wzdłuż wodospadu natkniemy się na świąteczne dekoracje - jest to jedna z dłuższych ścieżek z ozdobami świątecznymi - ma ok. 8 km i ciągnie się jeszcze daleko za wodospadami.



DODATKOWE ATRAKCJE NAD NIAGARĄ

Jak już wcześniej pisałam, wodospady możemy obserwować za darmo. Jeżeli jednak chcemy "być bliżej wodospadu" lub zapewnić sobie dodatkowe atrakcje (i nie myślę tu o "wesołym miasteczku") mamy dwie kuszące propozycje.

  • Pierwsza to Journey Behind the Falls, czyli wycieczka "za wodami wodospadu" kosztuje ona 20 CAD. Podążając tunelami wykutymi w skale można obejrzeć wodospad "z boku" na poziomie spadania wody oraz dojść do miejsca, gdzie faktycznie znajdujemy się za spadającą wodą.
  • Drugą możliwością jest wycieczka statkiem tak blisko spadającej wody, jak tylko się da. Przy okazji można też zmoknąć, ale turyści dostają peleryny przeciwdeszczowe. Cena takiej wycieczki to 26 CAD.


INFORMACJE PRAKTYCZNE:


=>Na wycieczkę spokojnie starczy pół dnia i lepsza jest popołudniowa pora, ponieważ warto zobaczyć podświetlone kaskady wieczorem.
 
=>W każdym piątek o godz 21.00 jest pokaz fajerwerków. 

=>Najlepsza pora na odwiedzenie wolnospadu, ze względu na pogodę, to ciepłe miesiące. 

=>Podróż z Toronto do Niagary autobusem zajmuje 2 h i kosztuje 37 CAD/os. (cena z podatkiem), my jechaliśmy firmą Megabus.

=>Journey Behind the Falls, czyli wycieczka "za wodami wodospadu" kosztuje 20 CAD. Wycieczka statkiem pod same kaskady 26 CAD.
 Hokej, NBA, baseball - Toronto na sportowo

Hokej, NBA, baseball - Toronto na sportowo


Mieszkańcy Toronto chyba bardzo lubią sport, ponieważ tłumnie biorą udział w wydarzeniach sportowych. W samym centrum miasta znajdują się trzy duże areny sportowe Coca-Cola Coliseum, Scotiabank Arena (niegdyś Ari Canada Center) oraz Rogers Center. Mało tego, lokalni, mają swoje drużyny, które jakieś tam sukcesy odnoszą, dlaczego więc by im nie kibicować? A kibiców jest sporo. I to z różnych przedziałów wiekowych: chodzą dopingować swoje drużyny całe rodziny, dziadki z wnukami i ich kolegami, młodzi, starsi, nawet rodzice z niemowlakami. Miejsce na randkę? Czemu nie mecz? A do kibicowania koniecznie mocne płuca i koszulka ulubionej drużyny.


KANADYJCZYCY I HOKEJ

Skoro hokej to kanadyjski sport narodowy, to nie wypadałoby nie zobaczyć meczu hokeja na żywo. Paweł znalazł na Grouponie bilety na mecz Toronto Marlies, za 17 CAD za osobę. Nie jest to pierwszoligowa drużyna. Kanadyjska liga to Toronto Maples, jednak naszą ciekawość zaspokoił inny zespół grający w lidze AHL. Świetne było to, że na mecz hokeja, faktycznie przychodzą całe rodziny. A dzieciaki już od najmłodszych lat kibicują wraz z rodzicami.


Co o samym hokeju mogę powiedzieć? Na pewno był to mój pierwszy mecz w życiu i raczej ostatni ;) Fanką tego sportu się nie stanę, ale miło było zobaczyć coś innego i przede wszystkim poczuć tę atmosferę. Działo się dużo. Co prawda wszystkich zasad nie znam, ale mogę stwierdzić, że hokej to dość brutalny sport. Uderzanie co chwilę z hukiem o bandę to nic nadzwyczajnego. Zawodnicy nieraz chcieli się pobić (co tylko wywoływało większe podcienienie u kibiców), szarpali się za koszulki, popychali. I to nie byle jak, ale tak z czystej złośliwości. Nieraz ktoś oddał, nieraz zapomniał gnając za krążkiem. Raz się połamał kij, a raz, mimo siatek i paneli ochronnych, krążek i tak poleciał w publiczność. Jeden zawodnik musiał zejść z... lodowiska, bo tak dostał w nos (mimo kasku), że nie był w stanie dalej grać. Także było co oglądać. Wszyscy zawodnicy to naprawdę dobrzy łyżwiarze. My kibicowaliśmy drużynie Toronto, ale niestety to właśnie oni przegrali mecz.

=> W Kanadzie znajduje się także Hockey Hall of Fame, muzeum poświęcone hokejowi i jego sławom, my nie skorzystaliśmy, ale ponoć jest naprawdę dobrze wyposażone. Jeśli ktoś jest fanem hokeja to dla niego jest to pozycja obowiązkowa.


WE THE NORTH CZYLI TORONTO RAPTORS

Główny powód tego wyjazdu i (tak napiszę to!) spełnienie marzenia męża czyli zobaczenie meczu NBA na żywo i jego ulubionego gracza Kawhi Leonarda. Mecz NBA bardziej mi się spodobał niż hokej, może dlatego, że coś się tam kiedyś grało w koszykówkę na w-fie. O wiele bardziej zaangażowaliśmy się też w kibicowanie. Zaszaleliśmy i mąż kupił koszulkę koszykarską Toronto Raptors nr 2, specjalnej biało-złotej serii, ja za to stałam się posiadaczką czarnej, zwykłej koszulki nike ze złotym napisem "We the North" (hasło drużyny). Tak przygotowalni mogliśmy iść kibicować. Ja zaangażowanym się też w kibicowanie z innego powodu - na meczu rozdawane są koszulki i chciałam jedną z nich zdobyć. Niestety, krzyczałam, machałam rękami, ale koszulki nie dostałam. Koszulki są wyrzucane specjalną maszyną z płyty boiska, po prostu rzucane przez cheerleaderki lub spuszczane z góry na małych spadochronach. Może i za słabo kibicowałam, ale obiektywnie trzeba stwierdzić, że nasza sekcja miała najmniej szans na zdobycie koszulki, mimo że widok na mecz był dobry. Siedzieliśmy na zaokrągleniu stadionu, od strony ławek zawodników. I siłą rzeczy, jak rzucali koszulki z boiska, to nie było jak bliżej podejść do naszego rzędu. Tak więc największą szansę na złapanie koszulek mają rzędy przy najdłuższych bokach boiska (ogólnie boki), a już szczególnie ten naprzeciwko ławek zawodników.


Poszliśmy na dwa mecze:
  • Toronto Raports vs. Denver Nuggets
Ten mecz, ze słabszą drużyną, przegraliśmy. Ciężko było odrobić straty z początku meczu, choć pod koniec była walka.*
  • Toronto Raports vs. Philadelphia 76ers
Był to mecz poświęcony 100-letniej rocznicy spuścizny Mandeli i na samym początku meczu został wyświetlony krótki filmu animowany w czarni i bieli, opowiadający jego historię.
Ten drugi mecz wygraliśmy, z mocniejszą drużyną. J.J. Redick rzucał dużo za trzy (i jest to jedyny gracz z przeciwnej drużyny, którego kojarzyłam), ale nasi dali im radę. Głównie dzięki Kawhi. Valančiūnas też miał dobry mecz, ale niestety połowę przesiedział na ławce, ponieważ załapał niebezpieczną ilość fauli już na początku meczu.


Z okazji wygranej, na drugi dzień mogliśmy skorzystać z promocji i dostać darmowy kawałek pizzy (jeśli drużyna wygra i zdobędzie 100pkt, to gratis jest 2 kawałek pizzy w sieciówce Pizza Pizza).

NBA to show i jeszcze raz show. Ludziom ma się podobać, ludzie mają wracać na widowisko. Sam początek meczu jest bardzo interesujący, intro drużyny, przedstawianie zawodników, hymn, pędzący napis po trybunach, ogień na koszu, petardy ;) W czasie przerw atrakcji też nie brakuje - koszulki, tancerki, zabawy z publicznością (tańcz jak na filmie), pokazywanie kibiców na trybunach w kamerze, nawet rozdawali darmowe przekąski.

Jeśli już o przekąskach mowa cen popcornu to 8/9 CAD (za bardzo duży popcorn), piwo w puszcze 10 CAD.

Teraz już tylko zostaje odkładać pieniądze na lepsze miejsca i w końcu dorwać koszulkę ;)

*wszelkie opisy wydarzeń sportowych poelcam czytać z przymrużeniem jednego oka i ze spojrzeniem drugiego osoby, która na żadnym z wyżej wymienionych sportów się nie zna.


BASEBALL

Jest jeszcze trzeci sport i trzeci stadion, a mianowicie chodzi o baseball i Rogers Center. Z trybun obiektu można kibicować Toronto Blue Jays. Dach stadionu jest odsłaniany i muszę przyznać, ze bardzo mnie ciekawi, jak wygląda miasto z perspektywy trybun, tym bardziej, że obiekt znajduje się zaraz obok CN Tower. A jak wygląda odsłonięta murawa z wieży? Czy widać zawodników? My się nie przekonaliśmy, ale jeżeli już gdzieś obejrzeć mecz baseballu, to czemu nie w tak ciekawej scenerii?
Toronto najlepsze punkty widokowe na miasto

Toronto najlepsze punkty widokowe na miasto

Przeglądając przed podróżą zdjęcia miasta, cały czas przewijał mi się przed oczami widok wieżowców nad taflą wody. Jadąc do Toronto wiedziałam, że to właśnie panorama miasta będzie jedną z największych jego atrakcji. W tym wpisie przybliżę, skąd najlepiej obserwować miasto i dlaczego właśnie w tych, a nie innych miejscach.

1. Ward's Island



Nie, pierwsze miejsce nie należy do CN Tower. Dlaczego? Ponieważ to właśnie z wysp mamy ten pocztówkowy obraz wieżowców i wieży nad jeziorem. Można by tam siedzieć i podziwiać krajobraz godzinami, są nawet ławki. Do tego przejażdżka promem z oddalającym się widokiem miasta. Nigdzie indziej nie znajdziemy tak dobrego widoku na miasto, jak z wyspy. Zresztą, co ja będę się tutaj rozpisywać, zobaczcie sami.



2. CN Tower


Jedna z najwyższych budowli na świecie, a na pewno najwyższa jeśli chodzi o Amerykę Północną. Już wjeżdżając na wieżę możemy oglądać miasto z innej perspektywy. Do widny warto wejść jako jedni z ostatnich, ponieważ będziemy mogli oglądać krajobraz w trakcie jazdy - przód, a także spód windy są przeszklone i dzięki temu można obserwować, jak z zawrotną prędkością oddala się od nas ziemia. Wjazd jest błyskawiczny, w międzyczasie pracownik opowie nam podstawowe informacje na temat budowli.


Wieża posiada 2 tarasy widokowe oraz restaurację, które mieszczą się w jej pierścieniu. Dolny taras widokowy to ogromne szklane okna przez które możemy podziwiać panoramę miasta. Według mnie najlepsza pora do odwiedzenia wieży to zachód słońca, mam wtedy widok za dnia, z zachodem słońca oraz nocą. Warto przyjść tu trochę wcześniej, ponieważ najlepsze miejsca przy oknach mogą być już zajęte - ludzie po prostu siedzą przy szybach i patrzą na znikające za horyzontem słońce.


Górny taras znajduje się na zewnątrz, można tam zobaczyć więcej, bo jest widok na całe 360 stopni wokół wieży. Otoczony jest on siatką, dość gęstą, więc widok tutaj jest gorszy niż z okien na dole, mimo że da się zobaczyć więcej. Dodatkowo, na wyższym poziomie tarasu, wewnątrz, znajduje się przeszklona podłoga, gdzie faktycznie zderzamy się z wysokością i obserwujemy ulice z góry. Jest to też popularne miejsce wśród turystów do robienia sobie zdjęć.


Z wieży zobaczymy panoramę miasta z góry, centrum, wyspy oraz jezioro.

=>Bardziej szczegółowe informacje o CN Tower znajdziecie w ty poście: Atrakcje Toronto CityPass


3. Nocleg w wieżowcu

Jednym z moich najmilszych wspomnień z Toronto będzie moment zasypiania i budzenia się. Przed pójściem spać, mimo że padałam po całym dniu chodzenia, jeszcze przez chwilę wpatrywałam się w widok za oknem. Widok ciemnego, ale wciąż żyjącego miasta, pełnego przeróżnych światełek. Po przebudzeniu - to samo - spojrzenie przez okno i dobudzam się razem z budzącym się do życia miastem. Gdyby było trochę cieplej, to z pewnością siadalibyśmy wieczorami na balkonie, rozmawiali, jedli kolację lub po prostu napawali się widokami. Przeglądając oferty noclegów, warto poszukać miejsce do spania w którymś z wieżowców, nie tylko ze względu na sam widok, ale zazwyczaj te nowoczesne budynki są usytuowane w centrum, więc przy okazji można zaoszczędzić na biletach i czasie. Wiadomo, że za taką przyjemność trzeba zapłacić, ale jeśli ma się okazję lub możliwości, to naprawdę warto, ją rozważyć.


4. Casa Loma


Casa Loma, jak na zamek przystało, został wybudowany na wzniesieniu i mimo że górka nie jest imponujących rozmiarów, to zawsze mamy jeden poziom wyżej do obserwacji. Warto więc zwiedzić zamek dokładnie, a tym bardziej wejść na wieżę Normandzką, gdzie na jej szczycie można wyjść na zewnątrz. Na platformie znajdziemy lunetę widokową na monety. Miasto jest oddalone, więc centrum widzimy trochę z dystansu, natomiast nie ujmuje to wcale widoku. Dodatkowo, odległość sprawia, że z Casa Loma możemy zobaczyć najszerszą panoramę miasta z wszystkich wymienionych w tym wpisie puntów. My trafiliśmy na zachód słońca i powiem, że widok był naprawdę przepiękny.

=>Więcej o Casa Loma tutaj: Casa Loma


5. Lot widokowy samolotem nad miastem/ Niagarą.

Warto wiedzieć, że istnieje taka opcja. Na takiej wycieczce mamy kilka atrakcji w jednym: widok na miasto z zupełnie innej perspektywy oraz lot który jest już atrakcją samą w sobie. Najtańszą ofertę znalazłam z firmy FLYGTA na Grouponie. W ofercie Flygta znajdziemy 2 typy lotów: nad miastem i nad Niagarą. Warto odezwać się do firmy bezpośrednio, ponieważ Groupon nalicza jakieś marże, a biorąc lot bezpośrednio od Flygta może okazać się tańszy.
Po kontakcie z firmą ceny za przelot nad miastem klasowały się następująco:
  • private tour 119 CAD - lot prywatny,
  • special ofert: sunset tour 99 CAD - oferta specjalna,
  • standardowa cena za zwykły lot nad miastem to 99 CAD.
Minus tej opcji jest taki, że możemy nie polecieć, jeśli będzie brzydka pogoda. Może to nam pokrzyżować plany zwiedzania lub w najgorszym przypadku, nie znajdziemy dnia żeby polecieć.
My zrezygnowaliśmy z tej przyjemności, chociaż naprawdę chcieliśmy skorzystać z lotu.  Po pierwsze trochę przepłaciliśmy za nocleg i chcieliśmy zredukować koszty wycieczki. Weszliśmy też na CN Tower więc jakiś tam widok z góry na miasto mieliśmy. Trochę nam też zabrakło czasu. Jednak jeśli ktoś ma trochę oszczędności, to na pewno warto rozważyć możliwość zobaczenia miasta z lotu ptaka i zapewnić sobie niezapomniane wrażenia. O locie nad nad Niagarą już nawet nie wspomnę...

=>Link do strony firmy: Flygta
Casa Loma

Casa Loma

Nie sądziłam, że ten zamek aż tak mi się spodoba, że zasłuży na osobną notkę. I może faktycznie, jeśli do Casa Loma przyjedzie się kiedyś tam, w środku roku, to zamek można uznać za mały, niczym nie wyróżniający się od innych, bardziej okazałych, europejskich zamków. My jednak wybraliśmy się w grudniu, czyli przed świętami. Świąteczny marketing robi dużo, a ludzie zajmujący się Casa Loma opanowali go chyba do perfekcji. Chętnie też odwiedziłabym zamek, żeby zobaczyć, jak wygląda np. na Halloween - podejrzewam, że równie ciekawie :)


TROCHĘ HISTORII - RODZINA PELLATT

Casa Loma zamieszkiwała rodzina Pellatt. Sir Henry Pellatt i Lady Mary Pellatt. Sir Henry Pellatt był przemysłowcem, biznesmenem i finansistą. Inwestował w kopalnie, ubezpieczenia, ziemie, linie kolejowe oraz elektryczność. To on wprowadził elektryczność na ulice Toronto - jego firma doprowadzała światło do ulicznym latarni. To także u niego w zamku została zamontowana pierwsza w Toronto widna. Niestety właściciel w pewnym momencie zbankrutował. Generowanie energii zostało przekształcone w publiczny sektor. Nieudane interesy skutkowały narastaniem długów, a dobiły go olbrzymie podatki nałożone na jego ziemie. Aby pokryć długi, całe wyposażenie zamku zostało sprzedane drogą licytacji, a rodzina przeprowadziła się na swoją posiadłość na farmie. Zamek popadł w ruinę. Miał zostać zamieniony na hotel, przez pewien czas był też klubem nocnym. Potem obiekt wraz z jego długami przejęło miasto. Obecnie zamek jest oczywiście udostępniony do zwiedzania. Sale zamkowe są wynajmowane pod różne wydarzenia, śluby. W Casa Loma kręcone były także filmy, a najsłynniejszy z nich to X-men. W jednym z korytarzy na wyższych piętrach możemy zobaczyć galerię filmów, w jakich zamek był jedną z lokacji.


ZWIEDZANIE

Obiekt praktycznie w całości jest udostępniony turystom. Zamek możemy zwiedzać codziennie od 9:30 do 17.00, z czego ostatnie wejście jest o godzinie 16.30. Po Casa Loma chodzimy samodzielnie, dostajemy mapkę i przenośny przewodnik, który opisuje nam dzieje zamku oraz historię rodziny Pellatt, wyświetla też zdjęcia. Mimo, że zamek jest mały, to trochę do oglądania jest:

GŁÓWNY HOLL
na który miał widok Sir Henry prosto ze swojej sypialni, w nim znajdował się także kominek i służył za salę balową.

GABINET PANA PELLAT
z którego prowadzą dwa sekretne przejścia - jedno na górny poziom zamku, a drugie do piwnicy.

APARTAMENT PANI PELLAT, APARTAMENT PANA PELLAT
W tamtych czasach niczym dziwnym nie było posiadanie osobnych przestrzeni i spanie w osobnych sypialniach, przez małżeństwa. Każdy z apartamentów posiadał łazienkę. W łazience Sir Henry'ego zamontowany był prysznic, a u Lady Mary bidet, co było rzadkością, jak na tamte czasy. Sypialnia pani Pelatt był w spokojnych, błękitnych kolorach, oprócz tego miała "pokój gościnny" urządzony w kobiecym stylu, za to pan domu w swojej sypialni posiadał biurko, a także skórę tygrysa rozłożoną na dywanie, ściany oprawione mahoniem i orzechem, a w kominku znajdował się sekretny schowek na dokumenty.


ORANŻERIĘ
Przepiękne białe pomieszczenie, gdzie niegdyś były palmy, z podłogą z marmuru i kopułą zakończoną ozdobnym świetlikiem z kolorowym witrażem.


STAJNIE I POMIESZCZENIE Z POWOZAMI
Do stajni prowadzi długi tunel pod zamkiem, w powozowni dzisiaj znajduj się skromna wystawa aut z początku XX w. Tunel prowadził także do cieplarni, w której hodowane były rośliny.

WIEŻE
W Casa Loma są dwie wieże: szkocka i normandzka. Na normandzką można wyjść, żeby podziwiać panoramę Toronto. Zamek leży na górce, więc widok jest praktycznie na całe miasto.


W wieży szkockiej pozostawiono kilka sprzętów osobistych, ale także ślady obecności wandali na dowód, że zamek faktycznie był podupadły i niegdyś opuszczony.


Inne ciekawe pomieszczenia to: biblioteka, jadalnia, pokój Windsorów (pan Pellatt był pełen nadziei gościć kiedyś rodzinę królewską), teatr oraz basen (które przeszliśmy chyba nieświadomie, podejrzewam, że w tych pomieszczeniach były instalacje świątczne), pokój dziecięcy (syn państwa Pellatt - Reginalda), pokój okrągły - znajdujący się w jednej z wież.

Wiele mebli, w Casam Loma jest oryginalnych, wykupionych przez miasto, w dalszym ciągu także trwają zabiegi odtworzenia oryginalnego wyglądu pokoi.

ŚWIĄTECZNE DEKORACJE

Zamek był pięknie przyozdobiony na święta. W głównym holu stała choinka, a z sufitu oprócz flag zwisały bombki. Na ścianie wyświetlane były gwiazdki z rzutnika. W innych pomieszczeniach też stały mniejsze choinki, a gdzie tylko się dało były umieszczone dekoracje świąteczne (głównie wzdłuż poręczy czy ścian, przed wejściem do tunelu).
Sam tunel, prowadzący od zamku do stajni, który, ciągnie się dość długo, dla wielu mógłby się znudzić. Jednak, gdy na ścianach tańczą animowane pierniczki i elfy, gdy mijamy kilka większych pomieszczeń, w których mamy stylizacje świąteczne, tunele z łańcuchów, zawieszone gwiazdki, z głośników rozbrzmiewa świąteczna melodia, to droga nie dłuży się, ale mija przyjemnie, w świątecznej atmosferze.


W ogrodzie, na tyłach zamku także wystawiona była świąteczna instalacja. Tutaj pozostał trochę niedosyt, ponieważ dopiero, jak zaczęło się ściemniać zostały włączone światełka w ogrodzie, które bardzo chcieliśmy zobaczyć w pełnym blasku. Niestety, ogród był zamknięty, a zamek też już był zamykany. Nie wiem, jaki był sens włączania światełek, skoro godziny zwiedzania skończyły się, chyba że wieczorem w zamku odbywało się jakieś prywatne wydarzenie.


PRZEDSTAWIENIE I WYDARZENIA

Cała stylistyka zamku, to nie tylko motyw świąt, ale także dziadka do orzechów. Po zamku przemykają postacie baletnic i żołnierzyków. Oprócz tego w Casa Loma było przygotowanych jeszcze kilka atrakcji z okazji świąt m.in.: malowanie twarzy oraz zajęcia plastyczne dla dzieci, spotkanie i warsztaty z Mikołajem, kolędnicy oraz pokaz akrobatyki powietrznej. Specjalnie poczekaliśmy, aby obejrzeć ten ostatni. Artystka zwinnie tańczyła na szarfie, pokazując przeróżne figury w rytm spokojnej muzyki. W ciągu dnia były trzy takie pokazy.


=>Wchodząc na stronę zamku jest napisane, że organizowane też są atrakcje typu "Escape Room" w wieży.

Na koniec wspomnę, że świąteczny nastrój był wyważony, nienachalny i niekomercyjny. Spędziliśmy wewnątrz dużo czasu, a wychodziliśmy jako jedni z ostatnich, już na samo zamknięcie obiektu.

Casa Loma to świetny przykład na to, jak dobra oprawa, pomysł, wykorzystanie świątecznej atmosfery może zamienić całkiem niepozorny zameczek w naprawdę ciekawe miejsce. 
Koronawirus w UK. Życie w czasie pandemii

Koronawirus w UK. Życie w czasie pandemii



Na początku nie chciałam pisać posta o koronawirusie, ponieważ i tak już wszędzie o nim pełno, niedługo będzie wyskakiwał z lodówki. Poza tym nie czuję się na tyle kompetentną osobą, żeby cokolwiek o nim pisać. Mogę jednak napisać co widzę – w końcu nazwa bloga zobowiązuje. Mogę też porównać różnicę w postępowaniu rządu polskiego i angielskiego w czasie padnemii, a tutaj jest o czym pisać.

Ogólnie to chyba mamy jakiegoś ogromnego pecha do tej Anglii, bo coraz "ciekawsze" rzeczy się dzieją podczas naszego pobytu tutaj. Od tych najbardziej prozaicznych, jak problemy z bankiem, po atak na London Bridge, a  teraz pandemia.

Ja całe moje dotychczasowe życie przeżyłam w dość spokojnych czasach z czego się niezmiernie cieszę. Po raz pierwszy uderzyło we mnie, jak i zapewne w wiele osób coś, jakieś przerwanie normalności na skalę światową.

Pierwszy też raz, podczas kryzysu ogólnoświatowego, mamy tak rozwinięte social media i jesteśmy zewsząd bombardowani informacjami i opiniami innych. Ciężko w tym gąszczu wyłowić wartościowe informacje. Nawet podejście rządzących nie jest dla nas gwarancją niczego, o czym rozpiszę się trochę niżej.


PANDEMIA - PRZEBIEG

  1. Grudzień 2019 nieznany wirus rozwija się w Chinach. Na początku oczywiście wirus jest daleko i nas nie dotyka.
  2. Chiny, walcząc z rozprzestrzenianiem się wirusa zamykają miasta.
  3. Widzimy, że wirus się rozprzestrzenia, ale wciąż ma daleko do Europy (to, że ludzie latają po całym świecie w te i wewte nie ma oczywiście na razie najmniejszego znaczenia).
  4. Wybucha ognisko wirusa we Włoszech, ale na razie tylko północnych, niewielkie przypadki odnotowane w innych krajach europejskich. Włochy zapewniają, że nie ma co odwoływać lotów do innych części kraju. 
  5. 11/03/2020 WHO ogłasza pandemię.
  6. Wirus we Włoszech rozprzestrzenia się na cały kraj.
  7. Wybuch ogniska w Iranie.
  8. Polska zamyka granicę, odwołuje wszystkie publiczne zbiorowiska (w tym szkoły, galerie).
  9. Panika w sklepach trzeba wykupić papier i prowiant. Nawet osoby które nie robiły wielkich zapasów muszą coś kupić, żeby nie zostać bez niczego.
  10. Większość osób, u których jest to możliwe, pracuje z domu. 
  11. Wybuch drugiego dużego ogniska w Europie, w Hiszpanii.
  12. Dzięki drastycznym krokom podjętym przez państwo, wirus w Chinach się wygasza.
  13. Hiszpania i Włochy przekraczają liczbę 200 tys. przypadków.
  14. Stany przekraczają milion przypadków, ogromnym ogniskiem wirusa jest Nowy Jork.
Muszę przyznać, że kiedy zaczynałam przygotowywać ten wpis był 18.03.2020 i ok. 7 000 przypadków zachorowań odnotowano tego dnia w Niemczech i Francji, a 3,5 tysiąca w US. Miałam wtedy pisać, że kolejne regiony eskalacji to właśnie Niemcy i Francja oraz US. Dzisiaj już to widać. Dzisiaj wpisuję te kraje do ogólnego opisu sytuacji. Wiemy, że wirus rozprzestrzenia się szybko, ale to tylko pokazuje, jak bardzo szybko (3 dni różnicy). Kolejne kraje nie będą niespodzianką, to po prostu kolejne pozycje z tabelki, czyli Szwajcaria, UK, Niderlandy itd.

Swoją drogą jestem zdziwiona, że wirus tak powoli rozprzestrzenia się w Anglii oraz w Londynie, tak bardzo międzynarodowym mieście. Jest to jednak tylko kwestią czasu, ponieważ Anglia jest jakieś półtora, dwa tygodnie w tyle za Włochami.

Innej kraje Azji południowo wschodniej, głównie Tajlandia, bardzo dobrze radzą sobie z wirusem. Biorąc pod uwagę bliskość Chin, siatkę połączeń miedzy nimi, a także ilość chińskich turystów w tych państwach.

Kanada - ze względy na odległości między miastami może sobie też całkiem nieźle poradzić, a jedyne "zmagania" będą miały duże miasta.

Myślę, że też trzeba sobie uświadomić, że biorąc pod uwagę dość łagodny przebieg wirusa u niektórych oraz objawy kojarzące się ze zwykłą grypą lub przeziębieniem, to liczba przypadków jest niedoszacowana. Możliwe że sporo osób nie poddało się testom i nie została zdiagnozowana.


KALENDARIUM PODJĘTYCH KROKÓW: RZĄD POLSKI I ANGLII


31.01.2020
UK: Pierwszy odnotowany przypadek koronawirusa w Anglii.

04.03.2020
PL: Pierwszy potwierdzony przypadek koronawirusa w Polsce.
UK: 85 przypadków potwierdzonych w Anglii.

11.03.2020
Świat: WHO ogłasza pandemię. (118 319)*
PL:  (22)
UK: TFL wprowadza „clearing regime”. (373) => Tak, będą czyścić siedzenia, rurki w metrze – to nic że w godzinach szczytu ludzie są stłoczeni jak sardynki i stoją twarzą w twarz.

12.03.2020
PL: Zawieszenie szkół i przedszkoli. Wprowadzenie stanu epidemiologicznego. Wprowadzenie, gdzie to jest możliwe pracy zdalnej. (44)
UK: (460)

14.03.2020
PL: Zamknięcie restauracji i miejsc zbiorowisk publicznych. Ogłoszenie lotów czarterowych, które mają ułatwić powrót rodaków do kraju. (64)
UK: (802)

15.03.2020
PL : Zamknięcie granic. Przywrócenie kontroli granicznych. (111)
UK: (1 144)

16.03.2020
PL: (150)
UK: Odradzanie zbiorowisk publicznych, zaprzestanie wspierania imprez masowych, ten kto może niech pracuje z domu. (1 395)

18.03.2020
PL: Wprowadzenie tarczy antykryzysowej - pożyczki dla przedsiębiorców oraz odroczenie składek ZUS. (246)
UK: (1 954)

20.03.2020
PL: (425)
UK: Zamknięcie restauracji i pubów. Zamknięcie 40 stacji metra. Rząd pokryje 80% wynagrodzenia pracowników, którzy nie są w stanie pracować z powodu koronawirusa oraz odroczy VAT na następny kwartał. (3 277)

23.03.2020
PL:
UK: Zamknięcie szkół.

Jak pisałam już wcześniej, w UK będą drugie Włochy. Już przekraczamy ten kulminacyjny moment dla innych, dotkniętych wirusem krajów, 5-ciu tysięcy przypadków. Następnie, liczba zachorowań wzrośnie lawinowo - będziemy dobijać do paręnastu tysięcy. Kroki rządu zostały tu podjęte zdecydowanie za późno. I co by o obecnym rządzie w Polsce nie mówić, odkładając politykę na bok, uważam że ich działania były odpowiednie i szybkie. O wiele bardziej wolałabym być teraz w Polsce, tym bardziej widząc początkową bezczynność Anglików - w kluczowym momencie, czyli zanim nie doszło do lawinowych zakażeń.

Ponadto angielski rząd pozostawia duża swobodę obywatelom. Nie zakazuje, a zaleca. Te zalecenia kończą się tak, że pozamykali szkoły, puby, a teraz zamykają nawet parki - tylko wszystko to dzieje się z opóźnieniem do innych państw. Do taj pory Anglia, jako jeden z nielicznych krajów nie zamknął swoich granic, znowu - tylko odradza obywatelom podróże.

Wiele osób zwraca uwagę na to, jak rząd Anglii przejmuje się ekonomią kraju i wspomaga przedsiębiorców w sytuacji kryzysu, tylko łatwo to się robi mając fundusze. Dodatkowo, słuchając klika przemówień premiera mam wrażenie, że tak, bardzo się przejmują ekonomią, zrobili wszystko, żeby opóźnić zastój kraju przez zamykanie gastronomi i branży rozrywkowej, tylko że ten brak działania będzie kosztował ileś tam (nawet) -set żyć ludzkich. Więcej się mówi o ekonomi, niż o ograniczeniu przypadków zachorowań i liczby zgonów. Nie wspominając już o pamiętnym przemówienia premiera, w którym oświadczył: taki i taki odsetek ludzi umrze. Musimy wypracować odporność populacji. No niestety - nie udało się, i podążają drogą innych krajów.

Na szczęście, wiele ludzi jest mądrzejszych od rządu. Wiele firm wprowadziło pracę z domu gdzie tylko to możliwe i jak szybko możliwe. Wprowadziło płyny do dezynfekcji rąk na wejściach i piętrach. Także nasza firma podjęła dość odpowiednie kroki.

Żeby nie było tak pięknie - jeżeli w Polsce będzie większa liczba zachorowań, to uważam, że dużo do tego przyczyni się część Polaków, w tak wielkich ilościach powracających z zagranicy. Nie wierzę, że sprawdzają wszystkich. Nie ma do tego środków i chyba jest to fizycznie niemożliwe. A ci ludzie, wracają właśnie z miejsc, gdzie nie podjęto tak szybkich kroków zapobiegawczych, jak w Polsce. Wszyscy powinni dostać przymusową kwarantannę. Niezależnie czy mają gorączkę, czy nie.

Aktualizacja 26.04.2020
UK: W sklepach, podobnie, jak w Polsce jest limit osób, które mogą przebywać w środku budynku w tym samym czasie, przy wejściu personel dezynfekuje ręce oraz pilnuje porządku przy kasach, aby zachowywać odstęp. Stwarza to długie kolejki przed sklepami, jednak ludzie trzymają dystans między sobą (zalecany to 2 metry). 
Premier Boris Johnson zostaje zdiagnozowany jako zarażony koronwirusem, po 10 dniach trafia do szpitala pod respirator, ale leczenie przynosi skutki i udaje mu się wyzdrowieć.

PL: Polska zamyka lasy i parki. Policjanci sprawdzają i zatrzymują samochody, wypytują się ludzi dokąd jadą. Policja wystawia mandaty za nieuzasadnione nieprzestrzeganie kwarantanny. Od 20.04.2020 lasy i parki są znowu otwarte. Część zakładów pracy wprowadza prace zmianową, aby ograniczyć liczbę pracowników przebywających w zakładach w tym samym czasie. Rząd PiS decyduje się przeprowadzić wybory w czasach kwarantanny, żeby zwiększyć swoje szanse na ich wygranie. Do sejmu trafia także do rozpatrzenia projekt ustawy antyaborcyjnej, która nie powinna być priorytetem w tym czasie, wraz z początkiem maja obostrzenia w Polsce są coraz bardziej znoszone.

ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZBIOROWA A PARANOJA




Odpowiedzialność zbiorowa. Część ludzi jej po prostu nie posiada. Nie posiada także wyobraźni - nie stosują się do zaleceń nie wychodnia z domu, bo zamknięcie szkół nie oznacza, że dzieci mają się bawić na placach zabaw. Kwarantanna nie bez powodu jest kwarantanną. Ludzie wykupują na potęgę towary, myśląc tylko o sobie. Młodzi ludzie mówią: to dotyczy tylko starszych i z małą odpornością, nie mnie. Tylko ty zarażasz innych, to właśnie ty zarażasz tych starszych. I chyba inny byłby ton wypowiedzi, jeśli tą starszą osobą by się okazał ktoś z jego własnej rodziny.
Są też pozytywne zachowania: niektórzy ogłaszają się, że uszyją maseczki, niektórzy zgłaszają się na ochotników do pomocy służbie zdrowia.

Tym się właśnie różnimy od Azjatów, jesteśmy mniej posłuszni i butni, zawsze wiemy lepiej. Chiny oraz wszystkie azjatyckie nacje są przyzwyczajone do noszenia maseczek, podczas gdy dla nas ludzie  w maskach są obiektem do drwin. Azjaci są także przyzwyczajeni do podporządkowywania się wytycznym rządu. Drugim czynnikiem będzie opieszałość w działaniu rządów poszczególnych krajów. Biorąc powyższe pod uwagę, uważam, że wirus zbierze większe żniwo w Europie.

Ja zaczęłam pracować z domu dość późno, dopiero 17.03.2020. I naprawdę nie mogłam zrozumieć tych kaszlących i smarkających ludzi w pociągach. Nie, nie podejrzewam ich o koronawirusa, ale jeżeli ja złapię zwykłe przeziębienie, jakąś infekcję, to od razu jestem mniej odporna na koronawiursa.

Teorie spiskowe. Antyszczepionkowcy mają tu pole do popisu. Jedna z ciekawszych teorii na jakie się natknęłam mówiła o tym, że wraz ze szczepionką wprowadzą ludziom chipy, dzięki którym będą nas śledzić. Inni twierdzą że to temat zastępczy np. rozwoju sieci 5G. Wg niektórych to jest ogólnoświatowy eksperyment.

Aktualizacja 26.04.2020
Zwolenników teorii spiskowych przybywa. Kolejne błyskotliwe teorie, to "nowy początek świata", masoni lub celowe zahamowanie gospodarek ogólnoświatowych (przez spisek rządów wszystkich krajów na świecie?) Największy argument tej grupy to: Czy znacie kogoś osobiście kto zmarł na koronawirusa, czy tylko słyszycie w telewizji? 


Ja myślę, że jak we wszystkim warto zachować umiar. I jeżeli nie kosztuje nas to wiele, to warto zadbać o dodatkowe zabezpieczenie, nawet, jeśli okazałoby się zbędne. Lepiej się zabezpieczyć na darmo niż potem czegoś żałować, prawda?
Dlatego, mimo że mnie kusi pojechać do centrum i zobaczyć jak teraz wygląda na co dzień zatłoczone miasto, to zostaję w domu i nie wychodzę niepotrzebnie.


PRZYDATNE LINKI, JEŚLI CHCEMY ŚLEDZIĆ LICZBY:


- dzienne raporty WHO na temat sytuacji, liczby zachorowań i zgonów na świecie:

- dzienne raporty zachorowań w UK:
 
- mapa zachorowań w Polsce z podziałem na województwa:
 
Bardzo ciekawy wykres pokazujący wzrost liczby zachorowań w najbardziej dotkniętych wirusem krajach:


* w nawiasach podaję potwierdzoną liczbę przypadków zachorowań do danego dnia wg raportów WHO 

Ważna rzecz:

- W tym wpisie nie będę więc się odwoływać do żadnych sensacyjnych wieści. Liczby, daty i informacje biorę ze storn polskiego i angielskiego rządu, strony WHO oraz raczej wiarygodnych portali jak BBC, The Guardian.

- Moje stwierdzenia i opinie zostawię, a wpis będę aktualizować kiedy uznam to za stosowne. Warto porównać, czy z  jakiegoś względu zmieniłam swoje zdanie w dłuższym okresie czasu i czy moja perspektywa też się zmieniła.
Atrakcje Toronto CityPass

Atrakcje Toronto CityPass

City Pass co to jest i co nam daje?

City Pass to nic innego jak trochę tańszy, łączony bilet na najbardziej popularne w Toronto atrakcje, takie pięć w jednym. Uprawnia nas on do wejścia do:
  • Ripley's Aquarium
  • CN Tower
  • Casa Loma
  • Royal Ontario Museum
  • ZOO lub Ontario Science Center 

Czy warto kupić City Pass?

Według mnie tak, szczególnie, że ceny za bilety do poszczególnych atrakcji są o wiele droższe. Plusem jest także fakt, że nie musimy stać w kolejkach do kas do każdej atrakcji, tylko od razu możemy się kierować bezpośrednio do wejścia. 
Ogólnie rzecz biorąc, Zoo i Ontario Sience Center są w tym zestawie trochę na siłę, ponieważ do obydwu ciężko się dostać (kilka przesiadek oraz odległość od centrum) i bądźmy szczerzy - nie są to atrakcje, które koniecznie trzeba zobaczyć. My jednak wykorzystaliśmy wstępy do wszystkich obiektów ze swojego biletu, a ostatecznie zdecydowaliśmy się na ZOO, chociaż na początku chcieliśmy odwiedzić Science Center. Warunkiem koniecznym żeby obejrzeć wszystko jest czas - bilety mamy wykorzystać w przeciągu 9 dni od pierwszego wejścia. Toronto City Pass można bez problemu kupić online, jak i my zrobiliśmy.

RIPLEY'S AQUARIUM

Ryby, ryby, kolejne oceanarium. Ripley's Aquarium jest jednak dość unikalne na skalę światową. Jeżeli wybieracie się tam z dzieckiem, możecie spokojnie zarezerwować sobie cały dzień.
Ba, ja osobiście mogłabym tam siedzieć cały dzień, ale marudzenia męża wyprowadziły mnie stamtąd szybciej. Do obejrzenia mamy 5 standardowych ekspozycji:
  • Canadian Waters (Wody Kanady),
  • Dangerous Lagoon (Niebezpieczna Laguna),
  • Ray Bay (Zatoka Płaszczek), 
  • Rainbow Reef (Kolorowa/tęczowa rafa), 
  • Discovery Center (Centrum poznawcze). 
Dodatkowo:
  •  Planet Jellies (wielkie akwarium wypełnione meduzami),
  •  The Gallery (Galeria).
CANADIAN WATERS - jak sama nazwa wskazuje, to wystawa poświęcona wodom Kanady. Wszystkim, czyli nie tylko wielkim jeziorom, ale także wodom przybrzeżnym i występującym tam zwierzętom. Na mnie największe wrażenie zrobiła paddlefish (czyli ryba wiosłonosowata?), która pływa z otwartą paszczą, w ten sposób zdobywając pokarm. Osobnik pływający przed nami musiał być bardzo głodny, bo cały czas otwierał pyszczek. Oprócz tego zobaczymy też olbrzymie, homary, ośmiornicę oraz inne gatunki.



DANGEROUS LAGOON - tunel podwodny jest świetny i do tego dość długi. Jest w nim kilka gatunków rekinów (m.in. żarłacz brunatny, tawrosz piaskowy), niektórych całkiem sporawych, żółw oraz ryba piła (nie sądziłam, że ona jest tak duża). Tunel możemy przejść, ale po bokach, przy szybach, jest też wolno przesuwająca się taśma, więc wystarczy sobie stać i się przesuwać, a widoki "same się patrzą".


RAY BAY - mnóstwo płaszczek, niektóre naprawdę imponujących rozmiarów, pływające w zbiorniku. Płaszczki możemy obserwować za szybą, na poziomie naszego wzroku oraz z góry, gdzie wyskakują nad powierzchnię wody, myśląc że zostaną nakarmione.


RAINBOW REEF daje nam możliwość podglądania kolorowych rybek żyjących w rafie koralowej. Ja uwielbiam te kolorowe stwory, ale bardziej oglądać je w ich naturalnym środowisku. Potem w takich akwariach wyszukuję rybki, które widziałam na "żywo".


THE GALLERY to akwaria z m.in. węgorzem elektrycznym, piraniami, skrzydlicą, konikami morskimi.
Akwarium jest interaktywne, a jak wiadomo, najlepiej uczy się przez zabawę. Czyli nie tylko chodzimy i oglądamy rybki, ale coś musimy dotknąć, poczytać, pomacać, wyciągnąć i tak dowiadujemy się różnych ciekawostek. Koło Discovery Center jest plac zabaw dla dzieci, a w akwariach z rybkami nemo można wsadzić głowę i zrobić sobie podwodne zdjęcie lub przeczołgać się po tunelu z mniejszymi rekinami i zrobić sobie fotkę wokół rekinów. Warty uwagi jest także wielki zbiornik z leniwie sunącymi meduzami i zmieniającymi się światłami.

=> Warto też odwiedzić stronę internetową obiektu i sprawdzić przed wizytą, w jakim dniu są karmienia poszczególnych zwierząt. Z tego co zaczęłam czytać już po przyjeździe do domu jest nawet opcja nurkowania z rekinami! W zbiornikach z płaszczkami oraz kolorowymi rybkami są pokazy nurkowe co 2 godz. od 11.15.

DISCOVERY CENTER
Strefa, w której można "pogłaskać" małe rekiny bambusowe i skrzypłocze. Z jednej strony, niby fajnie - dzieci mogą poobcować ze stworzeniami, podotykać je, a zwierzęta mają swoje tzw. "rest area" (strefy odpoczynku), czyli nie są męczone przez cały dzień. Jednak ja jestem przeciwniczką dotykania wszystkiego przez ludzi, nawet głaskania obcych psów, tym bardziej, że potem dzieci np. chciały też dotykać płaszczki, gdzie już ciężej je było pracownikom upilnować.

CN TOWER

Najbardziej rozpoznawany punkt w Toronto. Zgubisz się? Kieruj się na wieżę. Widać ją z praktycznie każdego miejsca w mieście. Najwyższy punkt widokowy w Toronto. Wieża, która dzięki antenie zamontowanej na jej czubku jest największą wieżą na półkuli zachodniej. Muszę przyznać, że z bliska nie zachwyca ona widokiem - taki betonowy kloc, który przypomina mi trochę radziecką architekturę. Jednak coś musi utrzymywać tak wysoką budowlę, stad 3 potężne betonowe nogi. Ponoć budowa trwała nieprzerwanie, 24 godziny na dobę, 5 dni w tygodniu, a wieżę wzniesiono w 40 miesięcy. Miała symbolizować siłę kanadyjskiego przemysłu, chociaż jej wysokość miała także cele praktyczne - sygnał telewizyjny odbijał się od wysokich, istniejących budynków, więc trzeba było zbudować przekaźnik, który będzie od nich wyższy. Wieża jest naprawdę sporych rozmiarów i tworzy imponujący widok - założenia konstruktorów zostały osiągnięte. Za to w nocy, kiedy wieża jest oświetlona, a kolory zmieniają się, wygląda naprawdę ładnie (nie widać aż tak bardzo tej masy betonu).
Wieża liczy 553,33 m wysokości. W jej pierścieniu znajdują się 2 punkty widokowe (zewnętrzny i wewnętrzny, jeden z przeszkloną podłogą) oraz restauracja która obraca się o 360 stopni. Do punktu widokowego mknie się windą, z której można obserwować oddalające się ulice - winda ma przeszklone dno oraz otwór w drzwiach).

=> Ciekawostką jest aplikacja na komórkę, którą można pobrać z oficjalnej strony CN Tower. Pokaże nam ona, jak nazywa się obiekt, na który aktualnie patrzymy z wieży używając komórki. Świetny pomysł!

=> Jeżeli jesteśmy na krócej w Toronto lub nie chcemy korzystać z City Passa, możemy kupić SEA THE SKY Combo Ticket, który uprawnia nas do wjazdu na wieżę oraz odwiedzin w Ripley's Aquarium. 


=> W sezonie letnim możemy skorzystać z Edge Walk, czyli przejść się po krawędzi wieży będąc zabezpieczonym linami. 


CASA LOMA

Zameczek, bo zamek to za dużo powiedziane. Casa Loma brał udział  w wielu filmach, m.in. X-men. Budynkiem opiekuje się teraz miasto i widać, że wkładają dużo starań, żeby odtworzyć podupadłe niegdyś wnętrza oraz odzyskać oryginalne meble. Obiekt praktycznie w całości jest udostępniony do zwiedzania: sypialnie, łazienki, główny hol, tunele, sekretne przejścia, gabinety, rożne pokoje (gościnny, okrągły, dziecinny, Windsorów), oranżeria, stajnie, powozownia, wieże.
Więcej o Casa Loma możecie przeczytać w tym wpisie, ponieważ przeznaczyłam mu cały osobny post.

=> Warto połączyć zwiedzanie Casa Loma i Royal Ontario Museum, ponieważ te dwie atrakcje leżą dość blisko siebie.

ZOO


Tym, którym chce się dostać do Zoo w Toronto, w dodatku w zimę, należy się medal za wytrwałość. My wyruszyliśmy z jednej ze stacji na China Town, wsiedliśmy w tramwaj nr 510, jadący w kierunku Spadina Station. Na przystanku Spadina przesiedliśmy się w metro nr 2, jadące w kierunku Eastbound, a wysiedliśmy na stacji Kenndy. Stamtąd jechaliśmy autobusem nr 86 tylko 24 przystanki już prosto do Zoo. Podróż trwała ok. 2 godziny. Ogród zoologiczny jest dość rozległy. Znajdziemy tu zwierzęta z różnych rejonów świata, podzielone na geograficzne strefy występowania. Tak więc zobaczymy gatunki występujące w rejonie indo-malajskim, na afrykańskiej sawannie, pawilon australijski, zwierzęta tundry, zwierzęta  euro-azajyckie, z obszaru Ameryk oraz rodzime gatunki występujące w Kanadzie. Bardzo mi się spodobało, że ogród to nie tylko miejsce do oglądania zwierząt w niewoli, ale pracownicy dbają także o edukację i pokazują jak chronić zwierzęta oraz ich naturalne środowisko. Obok wybiegów dla zwierząt znajdziemy plakaty i tabliczki, informujące w jaki sposób niszczone są tereny naturalne zamieszkiwane przez np. orangutany. Dowiemy się, że człowiek wycina lasy deszczowe na Sumatrze pod uprawę olej palmowego, zrozumiemy w jaki sposób możemy w życiu codziennym pomóc zwierzętom (czyli wybierać produkty bez olejowego palmowego), a edukacja jest na tyle przystępna, że dosłownie pokazane  jest w jakich produktach znajduje się olej palmowy. Najbardziej zainteresowani byliśmy "domowymi" gatunkami Kanady, niestety wszystkie zwierzęta pochowały się. Mnie zachwyciły szalone wydry w pawilonie australijskim  - wyprawiały harce pod wodą, odbijały się od szyby, były niesamowite i tak zwinnie poruszały się w wodzie. Zoo od niedawna może się także pochwalić kilkoma małymi, niedawno urodzonymi zwierzętami - gorylicą Charile i hipopotamicą Penelope.

ROYAL ONTARIO MUSEUM

W muzeum można zobaczyć zabytki z całego świata, a różnorodność eksponatów jest imponująca. Możemy więc oglądać wystawy na temat: europejskiego średniowiecza, Chin, Egiptu, Bliskiego Wschodu, Rzymu, Grecji, Azji i Pacyfiku, Indian, Afryki, epoki brązu, ery lodowcowej, dinozaury, wypchane ssaki i ptaki, tunel nietoperzy. Rozmaitość wystawionych egzemplarzy jest dużym plusem, odwiedzając muzeum można podziwiać eksponaty z całego świata i przy okazji uczyć się o rożnych miejscach na Ziemi. Dla mnie jednak za mało było wystawy na temat Indian i ludów pierwotnie zamieszkujących Amerykę Północną i (tym bardziej) Kanadę. Najbardziej imponującym zabytkiem i tym, który najbardziej mi się spodobał był ogromny totem, znajdujący się przy schodach budynku. Był on na tyle wysoki, że piął się od piwnicy aż po ostatnie, 3 piętro budynku. Totem zrodził nadzieje pokrycia mojej niewiedzy o historii Kanady sprzed ery kolonizatorów, niestety na nadziejach się skończyło. Uczucia mam więc mieszane, z jednej strony dużo wiedzy o całym świecie, łatwo dostępnej dla mieszkańców, z drugiej strony co z historią i korzeniami miejsca, w którym się znajdujemy? Podobała mi się także jaskinia nietoperzy - ciemny tunel, w którym przysłuchujemy się dźwiękom i krótkiej opowieści lektora. Muzeum jest duże i może być męczące. Wystawy ze szkieletami prehistorycznych zwierząt - gigantów z ery lodowcowej i dinozaurów jest przeogromna. Ci, co lubią dinozaury i interesują się nimi - będą w siódmym niebie. Ze swojej strony mogę dodać, że brakowało mi odwzorowania, nawet zwykłego rysunku, jak wyglądały dinozaury w rzeczywistości. Tym bardziej chciałabym wiedzieć, jak wyglądał, jakiś wielki zwierz z ery lodowcowej, jeżeli widzę jego szkielet pierwszy raz na oczy. Za to można sobie zrobić zdjęcie z wizualizacją tyranozaura przy jego szkielecie i wysłać na maila.


Kreatywność mile widziana. Jeśli ktoś lubi muzea, na pewno nie będzie się tu nudził, jeżeli ktoś muzea zwiedza, bo zwiedza lub ma zamiar przyjść z dzieckiem, to warto wybrać kilka najciekawszych wystaw (na pewno dinozaury), ponieważ malec na pewno po pewnym czasie się znudzi, a dorosły też może. My byliśmy już dobrze wymęczeni chodzeniem, gdy dotarliśmy na największe piętro z Indianami, a tam rozczarowanie (bardzo małą wystawa). Odpuściliśmy sobie także czasy średniowiecznej/rycerskiej Europy, którą tak dobrze znamy z domu - nie było sensu oglądać eksponatów, które mamy na wyciągnięcie ręki u siebie.
Chinese New Year - parada na Chiński Nowy Rok

Chinese New Year - parada na Chiński Nowy Rok

Dzisiejszy wpis zdominują dwa kolory: czerwony i żółty, smoki oraz orientalna muzyka. Tak, będzie chińsko, będzie też celebracja, będą zdjęcia, które pokażą, jak Chiński Nowy rok obchodzono w Londynie.

A został on dosłownie obCHODZONY bo wesoła i barwna parada ruszyła z Trafalgar Square podążając Charing Cross Road aż do China Town. 
O obchodach Chińskiego Nowego Roku dowiedziałam się zupełnie przez przypadek, w pracy. (To jest plus pracowania w prawdziwie międzynarodowym zespole). O mały włos nie wybrałabym się tam dzień wcześniej, jednak, na szczęście, Mężu czuwał.
Co prawda, dwóch zapytanych przeze mnie Azjatów obchodziło święto raczej w gronie przyjaciół, w domu, niż na zatłoczonych ulicach, ale pomyślałam, że i tak warto się tam wybrać.
2020 jest rokiem szczura, a szczur w kulturze chińskiej symbolizuje spryt, dobrobyt i powodzenie.
Warto wziąć pod uwagę, że Londynie mieści się największe China Town poza granicami Chin. Ponoć dużo studentów z Chin przyjeżdża studiować właśnie do Londynu.
Tak naprawdę wybieraliśmy się głównie na paradę, ale oprócz niej były też inne atrakcje, takie jak: pokazy sztuk walki, pokazy tańców, kuchnia chińska, występy na żywo.
Niestety, przyznam się bez bicia, że samo opóźnienie otwarcia i mowy otwierające imprezę mnie pokonały i zmarznięta wróciłam do domu. Wszystkie dodatkowe atrakcje zaczynały się dopiero po inauguracji. Oprócz podziękowań wielu ludziom, bez których impreza nie odbyła by się (i sponsorom), wspomniano także o korona wirusie i wyrażono wsparcie dla ludzi z prowincji Wuhan oraz całych Chin.
Punktem programu ceremonii otwarcia było Lions’ Eye-Dotting Ceremony – czyli „przebudzenie oczu lwa”.
Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem rozmachu imprezy (centrum miasta), biorąc pod uwagę, że jest to święto, jakby nie było, mniejszości etnicznej. I mimo, że na miejscu było sporo turystów i trochę miałam skojarzenia z sylwestrem z jedynką na żywo, to jednak warto było przyjść. Teraz pisząc ten post, jednak żałuję, że nie zostaliśmy trochę dłużej, ale co się odwlecze… to może w roku bawoła się zdarzy. 
Copyright © 2016 Oczy zobaczyły , Blogger