Devil's Pulpit - nieoczywista atrakcja w Szkocji

Devil’s pulplit to taka moja szkocka perełka. Miejsce małe i skromne, a zarazem ciekawe i tajemnicze. Nie jest to jakaś tajemnicza miejscówka, zresztą w czasach Instagrama i internetu chyba już takich praktycznie nie ma. Dodatkowo wygląda na to, że miejsce zyskało rozgłos dzięki serialowi „Outlander”. 


JAK ZNALEŹĆ DEVIL’S PUPLIT?


Przy parkingu obok mostu nie było jak się zatrzymać, bo były jakieś roboty drogowe. Wybraliśmy więc drogę w prawo  i zatrzymaliśmy się przy pierwszym możliwym miejscu na poboczu. Przeszliśmy na druga stronę ulicy i wylądowaliśmy przy płocie… z zamkniętą furtką. No cóż... my skorzystaliśmy ze znajdującej się nieopodal dziury w płocie ;) Podążając za oznaczeniem tej lokalizacji na mapie Google traficie bez problemu na miejsce, nam to też nie zajęło dużo czasu. Kiedy już znajdziemy wejście na teren, musimy znaleźć kamienne schody, żeby zejść na dół zbocza Finnich Glen. Będą tam prowadzić dwie dróżki. Jedna wiedzie bliżej krawędzi skał, a druga bliżej płotu. My wybraliśmy drogę przy skałach, dzięki temu mogliśmy zobaczyć dno i rzekę z góry. Tutaj należy być bardzo ostrożnym, szczególnie po deszczu lub gdy jest mokro. Błoto nie ułatwia podejścia do krawędzi, skraj skał nie jest niczym zabezpieczony, a wysokość spora.

            Po prawej stronie widać skałę w kształcie grzybka, o której będzie mowa niżej w tekście.

 

LINY I KAMIENNE SCHODY

To co sprawia, że miejsce zyskuje na atrakcyjności, to sposób w jaki musimy do niego się dostać. Ponieważ skały tworzą coś na kształt kanionu wydrążonego przez rzekę, musimy zejść na dół. Mamy kamienne schody, jednak gdzieniegdzie stopnie są albo wysokie, albo krzywe, albo musimy pokonać drzewo na środku, więc trzeba się podeprzeć linami. Nie jest to szczególnie niebezpieczne zejście, a droga jest krótka.  Należy jednak uważać, ponieważ w czasie dużych opadów może być dość ślisko i błotnisto. Tak, schodząc będziecie musieli użyć lin i trochę się pobrudzić, przynajmniej ręce. Z góry na pierwszy rzut oka może nie wyglądać to zachęcająco, ale naprawdę, nie ma w tym zejściu nic trudnego, za to jest przeszkoda, przygoda.



DEVIL’S PULPIT

W Szkocji jest wiele miejsc „magicznych” i to jest chyba jedno z nich. Nie chodzi o dosłowną magię, a  atmosferę i niezwykłość danej lokacji. Będąc na dole kanionu, bez problemu można sobie tam wyobrazić średniowieczne/druidzkie rytuały czy różne mistyczne istoty. Sama lokalizacja jest „ukryta”, trzeba się ciut natrudzić, żeby ją znaleźć. Wysokie skalne ściany ukrywają ten niesamowity widok, znajdujący się na dole. Ściany kanionu porasta mech, paprocie i inne soczysto zielone rośliny. Ta zieleń dość mocno kontrastuje z czerwonym odcieniem skał na samym dole. Dodatkowo, na dnie przepływa rzeka drążąc skalne zaułki. Woda w rzece wydaje się być rdzawo-czerwona. I to prawda, podchodząc bliżej, można sprawdzić, że woda jest leciutko zabarwiona przez skały, bo pod nią znajduje się czerwony piaskowiec. Niektórzy zdejmują buty lub w butach idą dalej, przez rzekę do miejsca ze skałą w kształcie grzybka. Też miałam ochotę bardziej poeksplorować kanion, niestety nie było mowy. Poziom rzeki był większy, a o zdjęcie butów i brodzenie w zimnej wodzi do łydek czy kolan z pewnością skończyłoby się u mnie co najmniej przeziębieniem. Co innego w lato.


SKĄD NAZWA DEVIL’S PUPLIT?

Ile ludzi tyle teorii i legend. Jedni mówią, że pulpit odnosi się do skały w kształcie grzybka, z których to diabeł miał przemawiać do swoich wyznawców. Chodzą też słuchy,  że było to miejsce potajemnych spotkań druidów… lub czarownic. Miejsce działa na wyobraźnię, a czerwony kolor rzeki nasuwał zapewne ludziom dość oczywiste – krwawe i złowrogie skojarzenia. Mam nadzieję, że wybierzecie się odwiedzić to miejsce i będziecie mogli przez chwilę pobyć tam sami, bez innych turystów. Choć na chwilę doświadczyć jego magicznej atmosfery.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję za czas poświęcony na odwiedzenie mojego bloga. Podziel się ze mną i (innymi) swoją opinią.

Copyright © 2016 Oczy zobaczyły , Blogger