Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anglia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anglia. Pokaż wszystkie posty
Seven Sisters i Beachy Head - angielskie białe klify

Seven Sisters i Beachy Head - angielskie białe klify

Kolejne białe klify. No cóż, Anglia ma wbrew pozorom bardzo ciekawe wybrzeże i niezwykłą naturę. Taką, jakiej byście się kompletnie nie spodziewali. Białe klify w Dover już opisywałam, a teraz wyobraźcie sobie, że Seven Sisters są jeszcze bielsze i mają bardziej charakterystyczny kształt. Słowem wstępu, zdradzę jeszcze, że w najbliższych wpisach poznacie kolejne wyjątkowe miejsca wzdłuż Jurassic Coast. 

white cliffs uk
Emirates Air Line - kolejka linowa w Londynie

Emirates Air Line - kolejka linowa w Londynie

Przejażdżka kolejką linową łączącą brzegi Tamizy to jedna z naszych wycieczek na „pożegnanie  z Londynem”. Nasze ówczesne mieszkanie było tak usytuowane, że korzystając z DLR mijaliśmy to miejsce bardzo często podczas podróży do centrum i … praktycznie gdziekolwiek chcieliśmy dojechać. Mówiąc kolejka, ma się na myśli „prawdziwa kolej nawietrzną”. Ogromne słupy, kojarzące się bardziej z wyciągiem narciarskim niż kolejką linową. Olbrzymie miasto, olbrzymia rzeka, przy londyńskiej Emirates Air Line, Polinka może się schować.

emirates greenwich peninsula

Foki w Horsey Gap  - miejsce gdzie można spotkać foki w UK

Foki w Horsey Gap - miejsce gdzie można spotkać foki w UK

Nie ma to jak zobaczyć zwierzęta w ich naturalnym środowisku. Co powiecie na grube i pocieszne morskie ssaki? Jednym z miejsc, gdzie można spotkać foki w UK jest Horsey Gap, w regionie Norfolk. Czy muszę wspominać, że to niezapomniane przeżycie? Jeżeli więc chcecie spędzić weekend na łonie natury, blisko morza i przy okazji zobaczyć kolonię fok szarych, musicie koniecznie wybrać się do Horsey Gap.

foki z norfolk

Białe klify w Dover

Białe klify w Dover


Słynne Białe Klify były pierwszym miejscem, które chciałam zobaczyć w Anglii. Przepiękne skały nad brzegiem morza, które witają podróżnych i to one są pierwszym fragmentem angielskiej ziemi, widocznej już z promu. Dover to wspaniałe miejsce na spacer wśród natury, ale historia tego miejsca zapewnia także inne atrakcje takie jak: wraki, tunele, zamek, latarnię. Nie sposób tam się nudzić.

Koronawirus w UK. Życie w czasie pandemii

Koronawirus w UK. Życie w czasie pandemii



Na początku nie chciałam pisać posta o koronawirusie, ponieważ i tak już wszędzie o nim pełno, niedługo będzie wyskakiwał z lodówki. Poza tym nie czuję się na tyle kompetentną osobą, żeby cokolwiek o nim pisać. Mogę jednak napisać co widzę – w końcu nazwa bloga zobowiązuje. Mogę też porównać różnicę w postępowaniu rządu polskiego i angielskiego w czasie padnemii, a tutaj jest o czym pisać.

Ogólnie to chyba mamy jakiegoś ogromnego pecha do tej Anglii, bo coraz "ciekawsze" rzeczy się dzieją podczas naszego pobytu tutaj. Od tych najbardziej prozaicznych, jak problemy z bankiem, po atak na London Bridge, a  teraz pandemia.

Ja całe moje dotychczasowe życie przeżyłam w dość spokojnych czasach z czego się niezmiernie cieszę. Po raz pierwszy uderzyło we mnie, jak i zapewne w wiele osób coś, jakieś przerwanie normalności na skalę światową.

Pierwszy też raz, podczas kryzysu ogólnoświatowego, mamy tak rozwinięte social media i jesteśmy zewsząd bombardowani informacjami i opiniami innych. Ciężko w tym gąszczu wyłowić wartościowe informacje. Nawet podejście rządzących nie jest dla nas gwarancją niczego, o czym rozpiszę się trochę niżej.


PANDEMIA - PRZEBIEG

  1. Grudzień 2019 nieznany wirus rozwija się w Chinach. Na początku oczywiście wirus jest daleko i nas nie dotyka.
  2. Chiny, walcząc z rozprzestrzenianiem się wirusa zamykają miasta.
  3. Widzimy, że wirus się rozprzestrzenia, ale wciąż ma daleko do Europy (to, że ludzie latają po całym świecie w te i wewte nie ma oczywiście na razie najmniejszego znaczenia).
  4. Wybucha ognisko wirusa we Włoszech, ale na razie tylko północnych, niewielkie przypadki odnotowane w innych krajach europejskich. Włochy zapewniają, że nie ma co odwoływać lotów do innych części kraju. 
  5. 11/03/2020 WHO ogłasza pandemię.
  6. Wirus we Włoszech rozprzestrzenia się na cały kraj.
  7. Wybuch ogniska w Iranie.
  8. Polska zamyka granicę, odwołuje wszystkie publiczne zbiorowiska (w tym szkoły, galerie).
  9. Panika w sklepach trzeba wykupić papier i prowiant. Nawet osoby które nie robiły wielkich zapasów muszą coś kupić, żeby nie zostać bez niczego.
  10. Większość osób, u których jest to możliwe, pracuje z domu. 
  11. Wybuch drugiego dużego ogniska w Europie, w Hiszpanii.
  12. Dzięki drastycznym krokom podjętym przez państwo, wirus w Chinach się wygasza.
  13. Hiszpania i Włochy przekraczają liczbę 200 tys. przypadków.
  14. Stany przekraczają milion przypadków, ogromnym ogniskiem wirusa jest Nowy Jork.
Muszę przyznać, że kiedy zaczynałam przygotowywać ten wpis był 18.03.2020 i ok. 7 000 przypadków zachorowań odnotowano tego dnia w Niemczech i Francji, a 3,5 tysiąca w US. Miałam wtedy pisać, że kolejne regiony eskalacji to właśnie Niemcy i Francja oraz US. Dzisiaj już to widać. Dzisiaj wpisuję te kraje do ogólnego opisu sytuacji. Wiemy, że wirus rozprzestrzenia się szybko, ale to tylko pokazuje, jak bardzo szybko (3 dni różnicy). Kolejne kraje nie będą niespodzianką, to po prostu kolejne pozycje z tabelki, czyli Szwajcaria, UK, Niderlandy itd.

Swoją drogą jestem zdziwiona, że wirus tak powoli rozprzestrzenia się w Anglii oraz w Londynie, tak bardzo międzynarodowym mieście. Jest to jednak tylko kwestią czasu, ponieważ Anglia jest jakieś półtora, dwa tygodnie w tyle za Włochami.

Innej kraje Azji południowo wschodniej, głównie Tajlandia, bardzo dobrze radzą sobie z wirusem. Biorąc pod uwagę bliskość Chin, siatkę połączeń miedzy nimi, a także ilość chińskich turystów w tych państwach.

Kanada - ze względy na odległości między miastami może sobie też całkiem nieźle poradzić, a jedyne "zmagania" będą miały duże miasta.

Myślę, że też trzeba sobie uświadomić, że biorąc pod uwagę dość łagodny przebieg wirusa u niektórych oraz objawy kojarzące się ze zwykłą grypą lub przeziębieniem, to liczba przypadków jest niedoszacowana. Możliwe że sporo osób nie poddało się testom i nie została zdiagnozowana.


KALENDARIUM PODJĘTYCH KROKÓW: RZĄD POLSKI I ANGLII


31.01.2020
UK: Pierwszy odnotowany przypadek koronawirusa w Anglii.

04.03.2020
PL: Pierwszy potwierdzony przypadek koronawirusa w Polsce.
UK: 85 przypadków potwierdzonych w Anglii.

11.03.2020
Świat: WHO ogłasza pandemię. (118 319)*
PL:  (22)
UK: TFL wprowadza „clearing regime”. (373) => Tak, będą czyścić siedzenia, rurki w metrze – to nic że w godzinach szczytu ludzie są stłoczeni jak sardynki i stoją twarzą w twarz.

12.03.2020
PL: Zawieszenie szkół i przedszkoli. Wprowadzenie stanu epidemiologicznego. Wprowadzenie, gdzie to jest możliwe pracy zdalnej. (44)
UK: (460)

14.03.2020
PL: Zamknięcie restauracji i miejsc zbiorowisk publicznych. Ogłoszenie lotów czarterowych, które mają ułatwić powrót rodaków do kraju. (64)
UK: (802)

15.03.2020
PL : Zamknięcie granic. Przywrócenie kontroli granicznych. (111)
UK: (1 144)

16.03.2020
PL: (150)
UK: Odradzanie zbiorowisk publicznych, zaprzestanie wspierania imprez masowych, ten kto może niech pracuje z domu. (1 395)

18.03.2020
PL: Wprowadzenie tarczy antykryzysowej - pożyczki dla przedsiębiorców oraz odroczenie składek ZUS. (246)
UK: (1 954)

20.03.2020
PL: (425)
UK: Zamknięcie restauracji i pubów. Zamknięcie 40 stacji metra. Rząd pokryje 80% wynagrodzenia pracowników, którzy nie są w stanie pracować z powodu koronawirusa oraz odroczy VAT na następny kwartał. (3 277)

23.03.2020
PL:
UK: Zamknięcie szkół.

Jak pisałam już wcześniej, w UK będą drugie Włochy. Już przekraczamy ten kulminacyjny moment dla innych, dotkniętych wirusem krajów, 5-ciu tysięcy przypadków. Następnie, liczba zachorowań wzrośnie lawinowo - będziemy dobijać do paręnastu tysięcy. Kroki rządu zostały tu podjęte zdecydowanie za późno. I co by o obecnym rządzie w Polsce nie mówić, odkładając politykę na bok, uważam że ich działania były odpowiednie i szybkie. O wiele bardziej wolałabym być teraz w Polsce, tym bardziej widząc początkową bezczynność Anglików - w kluczowym momencie, czyli zanim nie doszło do lawinowych zakażeń.

Ponadto angielski rząd pozostawia duża swobodę obywatelom. Nie zakazuje, a zaleca. Te zalecenia kończą się tak, że pozamykali szkoły, puby, a teraz zamykają nawet parki - tylko wszystko to dzieje się z opóźnieniem do innych państw. Do taj pory Anglia, jako jeden z nielicznych krajów nie zamknął swoich granic, znowu - tylko odradza obywatelom podróże.

Wiele osób zwraca uwagę na to, jak rząd Anglii przejmuje się ekonomią kraju i wspomaga przedsiębiorców w sytuacji kryzysu, tylko łatwo to się robi mając fundusze. Dodatkowo, słuchając klika przemówień premiera mam wrażenie, że tak, bardzo się przejmują ekonomią, zrobili wszystko, żeby opóźnić zastój kraju przez zamykanie gastronomi i branży rozrywkowej, tylko że ten brak działania będzie kosztował ileś tam (nawet) -set żyć ludzkich. Więcej się mówi o ekonomi, niż o ograniczeniu przypadków zachorowań i liczby zgonów. Nie wspominając już o pamiętnym przemówienia premiera, w którym oświadczył: taki i taki odsetek ludzi umrze. Musimy wypracować odporność populacji. No niestety - nie udało się, i podążają drogą innych krajów.

Na szczęście, wiele ludzi jest mądrzejszych od rządu. Wiele firm wprowadziło pracę z domu gdzie tylko to możliwe i jak szybko możliwe. Wprowadziło płyny do dezynfekcji rąk na wejściach i piętrach. Także nasza firma podjęła dość odpowiednie kroki.

Żeby nie było tak pięknie - jeżeli w Polsce będzie większa liczba zachorowań, to uważam, że dużo do tego przyczyni się część Polaków, w tak wielkich ilościach powracających z zagranicy. Nie wierzę, że sprawdzają wszystkich. Nie ma do tego środków i chyba jest to fizycznie niemożliwe. A ci ludzie, wracają właśnie z miejsc, gdzie nie podjęto tak szybkich kroków zapobiegawczych, jak w Polsce. Wszyscy powinni dostać przymusową kwarantannę. Niezależnie czy mają gorączkę, czy nie.

Aktualizacja 26.04.2020
UK: W sklepach, podobnie, jak w Polsce jest limit osób, które mogą przebywać w środku budynku w tym samym czasie, przy wejściu personel dezynfekuje ręce oraz pilnuje porządku przy kasach, aby zachowywać odstęp. Stwarza to długie kolejki przed sklepami, jednak ludzie trzymają dystans między sobą (zalecany to 2 metry). 
Premier Boris Johnson zostaje zdiagnozowany jako zarażony koronwirusem, po 10 dniach trafia do szpitala pod respirator, ale leczenie przynosi skutki i udaje mu się wyzdrowieć.

PL: Polska zamyka lasy i parki. Policjanci sprawdzają i zatrzymują samochody, wypytują się ludzi dokąd jadą. Policja wystawia mandaty za nieuzasadnione nieprzestrzeganie kwarantanny. Od 20.04.2020 lasy i parki są znowu otwarte. Część zakładów pracy wprowadza prace zmianową, aby ograniczyć liczbę pracowników przebywających w zakładach w tym samym czasie. Rząd PiS decyduje się przeprowadzić wybory w czasach kwarantanny, żeby zwiększyć swoje szanse na ich wygranie. Do sejmu trafia także do rozpatrzenia projekt ustawy antyaborcyjnej, która nie powinna być priorytetem w tym czasie, wraz z początkiem maja obostrzenia w Polsce są coraz bardziej znoszone.

ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZBIOROWA A PARANOJA




Odpowiedzialność zbiorowa. Część ludzi jej po prostu nie posiada. Nie posiada także wyobraźni - nie stosują się do zaleceń nie wychodnia z domu, bo zamknięcie szkół nie oznacza, że dzieci mają się bawić na placach zabaw. Kwarantanna nie bez powodu jest kwarantanną. Ludzie wykupują na potęgę towary, myśląc tylko o sobie. Młodzi ludzie mówią: to dotyczy tylko starszych i z małą odpornością, nie mnie. Tylko ty zarażasz innych, to właśnie ty zarażasz tych starszych. I chyba inny byłby ton wypowiedzi, jeśli tą starszą osobą by się okazał ktoś z jego własnej rodziny.
Są też pozytywne zachowania: niektórzy ogłaszają się, że uszyją maseczki, niektórzy zgłaszają się na ochotników do pomocy służbie zdrowia.

Tym się właśnie różnimy od Azjatów, jesteśmy mniej posłuszni i butni, zawsze wiemy lepiej. Chiny oraz wszystkie azjatyckie nacje są przyzwyczajone do noszenia maseczek, podczas gdy dla nas ludzie  w maskach są obiektem do drwin. Azjaci są także przyzwyczajeni do podporządkowywania się wytycznym rządu. Drugim czynnikiem będzie opieszałość w działaniu rządów poszczególnych krajów. Biorąc powyższe pod uwagę, uważam, że wirus zbierze większe żniwo w Europie.

Ja zaczęłam pracować z domu dość późno, dopiero 17.03.2020. I naprawdę nie mogłam zrozumieć tych kaszlących i smarkających ludzi w pociągach. Nie, nie podejrzewam ich o koronawirusa, ale jeżeli ja złapię zwykłe przeziębienie, jakąś infekcję, to od razu jestem mniej odporna na koronawiursa.

Teorie spiskowe. Antyszczepionkowcy mają tu pole do popisu. Jedna z ciekawszych teorii na jakie się natknęłam mówiła o tym, że wraz ze szczepionką wprowadzą ludziom chipy, dzięki którym będą nas śledzić. Inni twierdzą że to temat zastępczy np. rozwoju sieci 5G. Wg niektórych to jest ogólnoświatowy eksperyment.

Aktualizacja 26.04.2020
Zwolenników teorii spiskowych przybywa. Kolejne błyskotliwe teorie, to "nowy początek świata", masoni lub celowe zahamowanie gospodarek ogólnoświatowych (przez spisek rządów wszystkich krajów na świecie?) Największy argument tej grupy to: Czy znacie kogoś osobiście kto zmarł na koronawirusa, czy tylko słyszycie w telewizji? 


Ja myślę, że jak we wszystkim warto zachować umiar. I jeżeli nie kosztuje nas to wiele, to warto zadbać o dodatkowe zabezpieczenie, nawet, jeśli okazałoby się zbędne. Lepiej się zabezpieczyć na darmo niż potem czegoś żałować, prawda?
Dlatego, mimo że mnie kusi pojechać do centrum i zobaczyć jak teraz wygląda na co dzień zatłoczone miasto, to zostaję w domu i nie wychodzę niepotrzebnie.


PRZYDATNE LINKI, JEŚLI CHCEMY ŚLEDZIĆ LICZBY:


- dzienne raporty WHO na temat sytuacji, liczby zachorowań i zgonów na świecie:

- dzienne raporty zachorowań w UK:
 
- mapa zachorowań w Polsce z podziałem na województwa:
 
Bardzo ciekawy wykres pokazujący wzrost liczby zachorowań w najbardziej dotkniętych wirusem krajach:


* w nawiasach podaję potwierdzoną liczbę przypadków zachorowań do danego dnia wg raportów WHO 

Ważna rzecz:

- W tym wpisie nie będę więc się odwoływać do żadnych sensacyjnych wieści. Liczby, daty i informacje biorę ze storn polskiego i angielskiego rządu, strony WHO oraz raczej wiarygodnych portali jak BBC, The Guardian.

- Moje stwierdzenia i opinie zostawię, a wpis będę aktualizować kiedy uznam to za stosowne. Warto porównać, czy z  jakiegoś względu zmieniłam swoje zdanie w dłuższym okresie czasu i czy moja perspektywa też się zmieniła.
Chinese New Year - parada na Chiński Nowy Rok

Chinese New Year - parada na Chiński Nowy Rok

Dzisiejszy wpis zdominują dwa kolory: czerwony i żółty, smoki oraz orientalna muzyka. Tak, będzie chińsko, będzie też celebracja, będą zdjęcia, które pokażą, jak Chiński Nowy rok obchodzono w Londynie.

A został on dosłownie obCHODZONY bo wesoła i barwna parada ruszyła z Trafalgar Square podążając Charing Cross Road aż do China Town.  

O obchodach Chińskiego Nowego Roku dowiedziałam się zupełnie przez przypadek, w pracy. (To jest plus pracowania w prawdziwie międzynarodowym zespole). O mały włos nie wybrałabym się tam dzień wcześniej, jednak, na szczęście, Mężu czuwał.

Co prawda, dwóch zapytanych przeze mnie Azjatów obchodziło święto raczej w gronie przyjaciół, w domu, niż na zatłoczonych ulicach, ale pomyślałam, że i tak warto się tam wybrać.
2020 jest rokiem szczura, a szczur w kulturze chińskiej symbolizuje spryt, dobrobyt i powodzenie.

Warto wziąć pod uwagę, że Londynie mieści się największe China Town poza granicami Chin. Ponoć dużo studentów z Chin przyjeżdża studiować właśnie do Londynu.

Tak naprawdę wybieraliśmy się głównie na paradę, ale oprócz niej były też inne atrakcje, takie jak: pokazy sztuk walki, pokazy tańców, kuchnia chińska, występy na żywo.

Niestety, przyznam się bez bicia, że samo opóźnienie otwarcia i mowy otwierające imprezę mnie pokonały i zmarznięta wróciłam do domu. Wszystkie dodatkowe atrakcje zaczynały się dopiero po inauguracji. Oprócz podziękowań wielu ludziom, bez których impreza nie odbyła by się (i sponsorom), wspomniano także o korona wirusie i wyrażono wsparcie dla ludzi z prowincji Wuhan oraz całych Chin. 

Punktem programu ceremonii otwarcia było Lions’ Eye-Dotting Ceremony – czyli „przebudzenie oczu lwa”. 
 

Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem rozmachu imprezy (centrum miasta), biorąc pod uwagę, że jest to święto, jakby nie było, mniejszości etnicznej. I mimo, że na miejscu było sporo turystów i trochę miałam skojarzenia z sylwestrem z jedynką na żywo, to jednak warto było przyjść. Teraz pisząc ten post, jednak żałuję, że nie zostaliśmy trochę dłużej, ale co się odwlecze… to może w roku bawoła się zdarzy. 

Atak na London Bridge

Atak na London Bridge

29.11.2019 na London Bridge wbiegł mężczyzna, który zaczął atakować ludzi nożem. Miał na sobie fałszywą kamizelkę wybuchową. Jak się potem okazuje mężczyzna zaczął atakować ludzi w Fishmongers' Hall, a potem walka przeniosła się na most. (Na szczęście osoby z restauracji próbowały podjąć walkę i obezwładnić napastnika, w tym jeden Polak o imieniu Łukasz). Na moście trwało obezwładnianie mężczyzny. Jeden z przechodniów wyrwał mu nóż, a uzbrojone służby zastrzeliły napastnika.


Jesteś w pracy, właśnie wróciłeś z przerwy, do salki treningowej przychodzi spóźniona kobieta i mówi coś przerażona, ale nie słyszysz jej zbyt dobrze, ponieważ jest za daleko. Po chwili każą wam wyjść z salki, odsunąć się od okien. Ludzie dzwonią, szukają informacji co się stało. Coś na moście, były jakieś strzały. Pojawiają się pierwsze informacje, jakieś filmiki, na których za bardzo nie widać co się dzieje. Przelatują helikoptery. Ludzie z ulicy zostali wpuszczeni do recepcji budynku, a szklane drzwi zamknięte, im też każą odsunąć się od szyb. Uświadamiasz sobie, że 10 minut temu przechodziłeś przez ten most, wracałeś z przerwy na lunch. Ludzie reagują różnie, niektórzy sensacyjnie, niektórzy nie przerywają pracy. Czekacie, przychodzi pani z recepcji i mówi coś o bombie. Pracownicy gromadzą się w jednym kącie, blisko wyjścia ewakuacyjnego, znowu każą się wszystkim odsunąć od szyb. Teraz nawet jak nie byłeś podenerwowany, zaczynasz się lekko denerwować. Idę po torebkę i kurtkę. Ludzie znowu reagują różnie niektórzy dalej twierdzą, że nic się nie stało, niektóre kobiety mają praktycznie łzy w oczach. Dużo osób dzwoni do znajomych, rodziny. Czekacie, ludzie dalej nie są wypuszczani z budynku. Pani z recepcji wyraźnie zestresowana siedzi za biurkiem z torebką. Czekacie tak z 2 godziny. W końcu jest informacja, że można opuścić budynek, ale drugim wyjściem. Opuszczasz więc budynek wspomnianym wyjściem. Ulica jest pusta, wszędzie jest pusto, policja zamknęła teren. Tak zatłoczone na co dzień ulice świecą teraz pustkami. Szukasz alternatywnej drogi do domu, bo najbliższe stacje metra są zamknięte. Mijasz ostatnią „blokadę” policji. Docierasz do metra, wracasz do domu. Tak zakończył się mój drugi tydzień w nowej pracy.

W poniedziałek po zdarzeniu 02.12.2019, most wciąż pozostaje zamknięty dla pieszych po stronie zdarzenia. Otwarty dla ruchu ulicznego i ruchu pieszego z drugiej strony. Zaklejony taśmą policyjną przy wejściu, policjanci, obstawieni wzdłuż taśm, pilnują miejsca. O wiele mniej ludzi na Borough Market niż zazwyczaj, przechadzają się też tamtędy policjanci.

Most był zamknięty po stornie Fishmongers' Hall jeszcze tydzień. Ludzie, po drugiej stronie, na pasie dla pieszych zostawiali kwiaty i kartki.


Policja zareagowała bardzo szybko i sprawnie. Jednak lepiej, gdyby w ogóle nie musiała reagować.


AKTUALIZACJA PRZY PISANIU POSTA
Zdarzenie sklasyfikowane zostało jako atak terrorystyczny. Sprawcą był Brytyjczyk, dalekowschodniego pochodzenia. Część swojego życia spędził Pakistanie, gdzie brał udział w rekrutowaniu i szkoleniu terrorystycznych bojówek. Skazany na więzienie za udział w planowaniu m.in. zamachu na londyńską giełdę, po czasie, warunkowo zwolniony. Atak miał miejsce na konferencji na temat rehabilitacji więźniów.
 Moje spostrzeżenia po 1,5 miesiąca życia w Londynie

Moje spostrzeżenia po 1,5 miesiąca życia w Londynie

Moje pierwsze wrażenia po przeprowadzce do Londynu. Dużo rzeczy jest tu innych niż w Polsce i szczerze powiedziawszy u nas ten czas minął intensywnie i dość... pechowo, jak na początek.

POGODA I KLIMAT
Klimat jest zdecydowanie cieplejszy niż w Polsce. Mrozów tutaj jeszcze nie doświadczyliśmy, w grudniu parki wciąż są zielone, a drzewa mają liście na drzewach. Słynna angielska pogoda też nas na razie omija i choć zdarzało się, że padało, to ani dłuższej mgły, ani większych ulewnych deszczy jeszcze nie spotkaliśmy. Natomiast pogoda może być nieprzewidywalna. Jeśli rano pada, to w czasie dnia może wychodzić słońce (i to kilka razy) lub na odwrót. Ludzie zazwyczaj zarzucają na siebie coś lekkiego, bo w środkach komunikacji miejskiej i stacjach metra idzie się czasem ugotować, tym bardziej z włączonym ogrzewaniem – nie wiadomo po co, jak na dworze nie jest zimno.

BLISKOŚĆ NATURY
Nie tylko w tych wielkich, znanych parkach jest mnóstwo ptaków i zwierząt. Wiewiórki znajdziemy praktycznie wszędzie, nawet na małych zielonych skwerach, w środku miasta, więc warto mieć przy sobie orzeszki. W zwykłym, osiedlowym parku, znaleźliśmy mnóstwo ptactwa wodnego wszelkiej maści. Nazw nawet nie znam, więc muszę się troszkę podszkolić w tej dziedzinie.


Raz, idąc wzdłuż Tamizy mewa urządziła sobie polowanie na moją bułkę i dosłownie wyrwała mi ją z ręki. Polowanie okazało się skuteczne, bo choć ptak nie zabrał bułki, to uderzył z taką siłą, że ostatecznie mi wypadła i skończyła na ziemi. Ogólnie, w Londynie jest mnóstwo mew. To taki angielski gołąb.

KOSZTY WYNAJMU MIESZKANIA W LONDYNIE
Kolosalne. Mało tego, ceny w okolicach odległych od centrum wcale nie spadają drastycznie, szczególnie w miejscach blisko stacji metra. Powiem tak: jeśli chce się mieszkać w dość dobrym standardzie trzeba zapłacić i to sporo. Jeżeli ktoś chce przyjechać do Anglii, żeby dorobić i zaoszczędzić, niech najlepiej jedzie do innych miejscowości lub wynajmie pokój. W dodatku nie wiem, jak tu ludzi stać na kupno własnego mieszkania, albo się zadłużają na całe życie, albo wynajmują.

Wiele nowo powstałych budynków jest budowana z myślą pod wynajem (często mieszkania mają nawet takie samo wykończenie).

MULTI-KULTI
W Londynie jest mieszanka wszystkich narodowości. Dużo Afrykanów, Azjatów, Hindusów, Arabów, Latynosów. Zbiór ludzi z całego świata. Ten tygiel kulturowy widać w małych „specjalistycznych” biznesach, a także w kuchni i restauracjach. Przykładowo, w sieci sklepów Morrison mamy dostępność produktów z całego świata i ten asortyment naprawdę się sprzedaje. Widzieliśmy tam np. autentyczne azjatyckie produkty.

Myślałam, że ludzie będą jeszcze bardziej otwarci, a bywa różnie.

PROOF OF ADDRESS
czyli rachunek, umowa lub inne dokumenty potwierdzające angielski adres, potrzebne do praktycznie wszystkiego: do banku, do NINu,  do wynajęcia mieszkania. Mieliśmy tą nieprzyjemność, że pani w banku aktywowała nam konto bez proof of address, choć powinna go mieć (ewidentny błąd pracownika). Bank zablokował nam konto bez informowania nas o tym fakcie. Co ciekawe zablokowane konto nie może wypłacić ci w żaden sposób pieniędzy, ale obydwa przelewy z wypłatami przyjęli. Nasze wypłaty były więc zablokowane, wszystkie pieniądze z którymi przyjechaliśmy też (nieświadomie wpłaciliśmy je wcześniej na to felerne konto), a musieliśmy wpłacić kaucję za nowe mieszkanie. Bez tej wpłaty nie podpisalibyśmy nowej umowy - która byłaby naszym proof od address - zamknięte koło. Zostaliśmy na święta bez żadnych pieniędzy, w sytuacji gdzie nie mieliśmy jak zapłacić kaucji i czynszu za nowe mieszkanie (bez tego zostalibyśmy bez dachu nad głową). W jednym oddziale banku byli kompletnie nieelastyczni, a wręcz niekompetentni, w drugim wszystkie proponowane rozwiązania były dla nas nieosiągalne lub musielibyśmy zbyt długo czekać.

Ważniejszym dowodem jest więc jakiś rachunek za internet niż nasz paszport. Zawsze myślałam, że najważniejsze jest potwierdzenie tożsamości, jak widać jakiś adres (ktoś już mógłby się w tym czasie wyprowadzić) jest w Anglii najważniejszy. Potwierdzeniem mogła być nawet wizyta u lekarza (?!), a nie pismo od naszej firmy, że pracujemy i zapewniają nam mieszkanie. Witamy w Anglii. Czy ktoś jeszcze narzeka na papierologię w Polsce?

Proof of address (polski) musieliśmy też dostarczyć do firmy, która sprawdzała nasze dane przed podjęciem pracy.
Nie powinniśmy być też zdziwieni jeśli przy załatwianiu np. mieszkania chcą zobaczyć nasz bank statement (wyciąg z konta) oraz znać kwotę zarobków.

CENY
Jedzenia - podobne jak w Polsce. Do tego przekładają się na wyższą stawkę godzinową, więc sumarycznie wychodzi taniej. Nasze tygodniowe zakupy oscylują w kwocie 40-50 GBP. W tym, pozwalamy sobie na rzeczy, których w Polsce nie jedliśmy, np. lepszy ser kozi, feta, łososia, orzechy. Zdecydowanie droższe jak na razie jest tylko mięso i chleb. Reszta produktów kosztuje podobnie, jest tańsza, albo niewiele droższa. O tym ile kosztuje jedzenie w UK będzie osobny post.
Blisko naszego miejsca zamieszkania stoją 3,4 stragany handlarzy, którzy oferują miski za 1, 1,5  lub 2 funty. Większość warzyw i owoców kupujemy właśnie tam i tak na miski m.in. możemy dostać:
  • za1 GBP:
- 3 długie ogórki szklarniowe,
- 3 małe pudełka pomidorków koktajlowych lub 1 duży ok. 0,5 kg,
  • za1,5 GBP:
- 4 awokado większe lub 6 mniejszych,
- dwa melony miodowe,
  • za 2 GBP:
- 3 mango,
- 6 granatów.



Jak na razie, ze sklepów, najbardziej podoba nam się Lidl – ceny dobre, a produkty zróżnicowane i można dostać normalne w smaku pieczywo (choć wcześniej pewnie mrożone). Tesco wychodzi dość drogo, ale co ciekawe jest tam dział z halal food, ale z drugiej strony znajdziemy też cały regał z polskimi markami, do tego tańszymi niż w polskim sklepie (kapusta czy ogórki kiszone to żaden problem). W Morrisonie możemy znaleźć produkty z różnych stron świata, co naprawdę daje duży wybór klientom.

W sklepach często znajdziemy produkty oznaczone brytyjską flagą, czyli wyprodukowane właśnie w UK. Jest ich sporo i idea kupowania „własnych” produktów rzuca się w oczy.

PROBLEM Z KUPIENIEM NOŻA
Coś niewyobrażalnego w Polsce. Tutaj jednak kupić możemy tylko tępy nóż do masła, w zestawie sztućców. Ma to związek z atakami z udziałem noży w Londynie. Czy to faktycznie zmniejszyło liczbę ataków? Nie wiem, ale nie można państwu zarzucić, że nic nie robi. Nasza nożowa historia była dość długa (szczególnie dla kogoś, kto gotuje w domu), ponieważ trwała aż 4 dni. Najpierw szukaliśmy noży w sklepie. Nie ma. Zapytaliśmy się więc pana w przydrożnym sklepiku „wszystko dla domu” gdzie go można kupić. Sprzedawca powiedział nam że trzeba zapytać obsługi sklepu o noże i wyciągają je spod lady. Wracamy do sklepu. W Tesco noży w ogóle nie sprzedają. Idziemy do Wilko (sklep bez spożywki) - owszem, tam na półkach wiszą noże, ale papierowe, z takim „kwitkiem” podchodzi się od pracownika i to on wydaje nam prawdziwy nóż. Niestety, mniejszych rozmiarów brak, zostały same duże. Jeśli chcemy, możemy zamówić i odebrać za ok. 2 dni. Ostatecznie zamawiamy komplet tanich noży przez internet. Osoby wyglądające na mniej niż 25 lat, muszą pokazać dokument tożsamości przy odbieraniu zamówienia.


BEZPIECZEŃSTWO
I tutaj pojawia się kwestia bezpieczeństwa, o której wcześniej się nie myślało. O wiele bezpieczniej czuję się w Polsce nie dlatego, że jest to mój kraj. W Polsce nie słyszy się o zamachach, których tutaj było sporo. Wchodząc na London Bridge „kloce” u samego wejścia przypominają atak, kiedy auto rozjeżdżało przechodniów. Postawiono je po tym zdarzeniu. Ogólnie takie bariery znajdują się w wielu „masowych” miejscach. Czasami idea multi-kulti ma swoje minusy, bo szczerze powiedziawszy kto słyszał w Polsce o atakach terrorystycznych?
W pociągach, podczas podróży usłyszymy komunikat, żeby zgłaszać każde podejrzane zachowanie, jakie zobaczymy.

AKTUALIZACJA Z DNIA PISANIA POSTA:
Byłam w bliskim sąsiedztwie miejsca, podczas ataku na London Bridge 29.11.2019. Przed wigilią przechodziliśmy obok (już trwającej) bójki między jakąś dziewczyną i chyba Brytyjczykiem, koło baru. A to tylko pierwszy miesiąc mieszkania tutaj. Może po prostu trafiliśmy pechowo na początku. Niestety, ale nie uważam, żeby Londyn był bezpiecznym miastem do życia.

KOMUNIKACJA MIEJSKA
METRO
Najszybsze i dość dobrze rozbudowane. W godzinach szczytu ludzie upychają się jak sardynki. Na bardziej uczęszczanych stacjach, normą jest wsiadanie do 3 pociągu, ponieważ do 2 pierwszych nie da rady wejść, tyle jest pasażerów. Co więc z tego, że punktualne, że co dwie minuty, skoro rano i tak trzeba czekać kilka przejazdów na swoją kolej.

POCIĄGI
Alternatywa dla metra. Wychodzą najdrożej, też jest w nich dużo ludzi, ale mniej niż w metrze. Jeżeli ktoś wsiada na odległej stacji ma szansę usiąść. W pociągach często włączają ogrzewanie, a ludzie siedzą w środku w kurtkach. Dość szybko robi się więc duszno. Mało kto otwiera uchylne podłużne okienka. Raz jedna kobieta, stojąca za mną zemdlała, właśnie z braku świeżego powietrza, szczęśliwie dla niej, praktycznie na stacji.


AUTOBUSY
Najlepsze, jeżeli ktoś chce oglądać widoki i o wiele tańsze niż metro czy pociągi. Podróż nimi zajmuje zdecydowanie dłużej niż powyżej wymienionymi środkami transportu, z powodu długich tras i to zazwyczaj poprowadzonych naokoło, dość częstych przystanków oraz ewentualnych korków. Jazdę autobusem polecam zwiedzającym jako alternatywę. W dodatku mieszkając w Londynie po prostu trzeba choć raz zaznać jazdy dwupiętrowym autobusem mknącym przez wąskie ulice Londynu, wymijającym zaparkowane na drodze auta.

Ceny biletów pociągów i metra różnią się w zależności od godzin, w jakich podróżujemy. Najdrożej zapłacimy w godzinach szczytu, czyli od 6.30 do 9.30 oraz od 16.00 do 19.00. W weekendy jest taniej przez cały dzień. Pojedyncze bilety są strasznie drogie, dlatego warto od razu kupić Oyster Card - jej koszt to 5 GBP, które i tak są zwracane po oddaniu karty. Koszt przejazdu autobusem to 1,50 GBP, w tym jeśli przesiądziemy się w drugi autobus w przeciągu godziny, nie płacimy za nowy bilet.

PROBLEMY DUŻEGO MIASTA
ODLEGŁOŚCI
Ten punkt tak naprawdę pasuje do każdego dużego miasta, nie tylko Londynu. Ceny wynajmu są duże, mało kto mieszka w ścisłym centrum. Jeżeli chcemy więc gdzieś dojechać, nawet żeby pozwiedzać, musimy się liczyć, z tym, że dojazd zajmie nam około 45 minut w jedną stronę. Wpływa to na życie towarzyskie oraz na wybór innych aktywności.
BEZDOMNI
W środku miasta. Śpiwory, kołdry, w miejscach osłoniętych od wiatru, czyli najczęściej w zakątkach budynków, stacji metra. Widziałam nawet 2 namioty rozłożone praktycznie zraz obok odnowionej kamienicy, po drodze na Trafalgar Square. Z pierwszą, tak rzucająca się w oczy bezdomnością spotkałam się w Toronto, też dużym mieście.


PUBY


Nie tylko dla młodych. I to jest właśnie fajne, że w tych typowych, angielskich pubach znajdziemy osoby w różnym wieku. Wybór piw jest spory, jest więc co próbować. W sieciówkowych pubach jest też dość obszerne menu jedzeniowe, więc nie przychodzą tam tylko ludzie spragnieni piwa ale nawet całe rodziny np. w sobotę na obiad.

BANKI
Większa masówka i mniej „odświętnego/instytucjonalnego” podejścia do klienta. Nasz oddział banku jest już zużyty, przy okienku nie ma krzeseł, kolejka trochę jak do okienka na poczcie, ale za to jest osoba, która kieruje nas albo do okienka, albo do osobnego konsultanta. Okienka są blisko siebie, a druga osoba bez problemu usłyszy szczegóły naszej transakcji. Podejście do klienta jest gorsze niż w Polsce, o czym mieliśmy okazję, niestety się przekonać na własnej skórze.  

JĘZYK
Jeżeli ktoś zna angielski na poziomie średnio zaawansowanym poradzi sobie bez problemu. Ludzie nie używają tutaj nie wiadomo jak skomplikowanych słów, a jeżeli ktoś pracował poprzednio w angielskojęzycznej firmie, to zna fachowe słownictwo. Usłyszymy tu rożne akcenty. Z jednej strony szkoda, ponieważ fajnie podłapać ten typowy „brytyjski akcent”. Z drugiej strony usłyszymy, jak bardzo rosyjsko brzmią Słowianie, a czasami ciężej zrozumieć osobę z Francji czy Chin niż z Indii (mimo, że znają język bardzo dobrze, akcent robi swoje). Często usłyszymy słowo „lovley”, tutaj wszystko jest „lovley”.

ULICE
W Anglii nie ma typowego rynku jak u nas, w centrum miasta. High Street, czyli taka główna ulica, wzdłuż której ciągną się sklepy, różne biznesy, banki itp. Wieczorem, wśród tych starszych budynków robi się ciemniej, a na ulicy wychodzą, z reguły, osoby czarnoskóre czekające... zapewne na klientów. Dużo sklepików to biznesy pod typowo daną nację/grupę emigrantów, karaibskie, halal.

BIEGACZE
Mnóstwo ludzi biega w centrum miasta, w środku dnia. Chyba po porostu w taki sposób wykorzystują przerwę na lunch.

RESTAURACJE
Możliwość spróbowania kuchni z całego świata. Ceny, hmm, ogólnie jest dość drogo. Oferty lunchowe są zazwyczaj tańsze, da radę znaleźć coś w okolicach 8 GBP. 
Copyright © 2016 Oczy zobaczyły - blog podróżniczy , Blogger